Szczerze mówiąc nie sądziłam, że będę kiedykolwiek “recenzować” czy jakkolwiek pisać o kosmetykach. Jednak właśnie przec chwilą wypróbowałam krem do depilacji nóg i muszę o nim napisać!
Na wstępie zaznaczę, że mam strasznie jasną karnację, jestem ruda i nawet brwi, rzęsy mam bardzo jasne. W zasadzie bez henny się nie obędzie, żeby mieć jakiekolwiek rysy na twarzy (choć i tak nie mam fioła na punkcie wyglądu na tyle, by robić to odpowiednio regularnie). Podobnie jest z włosami na nogach – zawsze były jasne, rzadkie i króciutkie. Jednak pod koniec ostatnich wakacji zauważyłam, że chyba robią się już za długie i wyraźnie przyciemniały. Na zimę zapomniałam o problemie. W tym roku, chcąc załozyć sukienkę czy spódnicę, zaczęłam czuć się już nieswojo. Nie wpadłabym na to, że może istnieć coś takiego, jak krem do depilacji, ale siostra poleciła mi na początek.
Siostra od razy zaznaczyła, że na nią to jednak nie działa, więc bez większego entuzjazju zaczęłam szukać recenzji na internecie. Za wiele ich nie znalazłam i niemal wszystkie z 2012/2013 roku. Były raczej negatywne, a w komentarzach znalazłam wręcz lawinę narzekań na kremy i chwalenie maszynek. Stwierdziłam jednak, że spróbuję. Zwłaszcza, że w drogerii okazało się, że cenowo wygląda to lepiej niż wynikało to z recenzji blogowych (pisanych jednak kilka lat wcześniej) – za krem widoczny na zdjęciu zapłaciłam 9,99 zł.
Zgodnie z instrukcją na opakowaniu najpierw zrobiłam próbę uczuleniową. Po 24h nic się nie działo, więc dziś mogłam przystąpić do działania. Jednak już przy próbie zauważyłam, że włosy schodzą. Co prawda nie całkowicie, ale wystarczyło pociągnąć lekko pozostałe i bez problemu odchodziły.
Chciałam zrobić małą fotorelację i porównanie “przed” i “po”, jednak… moje włosy są na tyle jasne, że na zdjęciu nogi i tak wychodziły od początku całkowicie gładkie. Darowałam więc sobie, choć pewnie ktoś, kto potrafi obsługiwać aparat wiedziałby, jak obraz wyostrzyć (czy co tam się robi…).
Moje uwagi i wnioski, w porównaniu z opiniami w internetach:
1. Wydajność 
Cóż, jestem raczej niska (całe 161 cm!), więc nie mam (niestety) nóg do nieba, a do tego (z uwagi na jasne i krótkie włoski) nie muszę smarować nóg wokół całej osi. Więc może właśnie dlatego nie zużyłam nawet połowy tubki. Ciężko mi jednak stwierdzić, czy starczy jeszcze na raz, dwa, a może trzy depilacje. Stwierdzam jednak, że nie trzeba paćkać kremu grubo, jeśli ma się takie włoski, jak ja.
2. Szpatułka
W zasadzie jest mało wygodna. I dopiero po depilacji uświadomiłam sobie, że powinnam co mały kawałek skóry oczyszczać ją i dopiero wtedy znowu usuwać krem ze skóry. Ale dała radę! Zauważywszy jednak efekt osłabienia włosków przy próbie uczuleniowej, zdecydowałam się po usunięciu włosków szpatułką na peeling pod prysznicem. Myślę, że właśnie podczas kolistych ruchów odpadły pozostałe włoski.
3. Podrażnienie
Brak! Krem trzymałam według instrukcji – 10 minut. Przez nieuwagę może nawet minutę czy dwie dłużej. Czułam po prysznicu lekkie ściągnięcie skóry, ale zanim zabrałam się za balsamowanie – samo przeszło.
4. Zapach
Po przeczytaniu recenzji na internecie bardzo bałam się zapachu. Jednak praktycznie nie czułam kremu. Może skład się zmienił? Albo jest to wynikiem małej ilości nakładanego specyfiku?
Mogę więc powiedzieć, że jestem bardzo zadowolona z tego produktu. Co prawda muszę jeszcze poczekać i zobaczyć, czy faktycznie skóra nie zostanie podrażniona i jak długo utrzyma się efekt gładkich nóg. Jeśli będzie znośnie – będę musiała przetestować inne produkty. Zastanawia mnie tylko, czy faktycznie na rynku coś się zmieniły, czy tylko ja jestem tak zadowolona?