Po bałaganie, o którym pisałam ostatnio, pora zabrać się z powrotem za podsumowanie – zarówno budżetowe, jak i włosowe. Podsumowanie pierwszego roku z budżetem przedstawiłam pod koniec lipca, więc minęło od niego ponad trzy miesiące. Co się przez ten czas działo? Przede wszystkim wdrożyliśmy nowy model budżetu, choć bardzo podobny do tego, który już wam pokazałam. Jeśli zaś chodzi o poszczególne miesiące to każdy był zupełnie inny, nawet jeśli chodzi o wydatki stałe i zmienne. Pokrótce opiszę zmiany i podsumuję wydatki z całych czterech kolejnych miesięcy, przynajmniej w miarę możliwości 😉

 
LIPIEC
W lipcu odbywałam staż w Trójmieście i zdecydowaliśmy się oboje spędzić ten miesiąc nad morzem. Szczęśliwie udało nam się wynająć pokój tylko na miesiąc, bowiem akurat mój przyjaciel wyprowadzał się ze stancji – koszt 900 zł. Do tego doszły jeszcze rachunki do zapłacenia z poprzedniego mieszkania – 167 zł. Życie w Twójmieście nie jest tanie, więc wydaliśmy całkiem sporo na jedzenie (nieco ponad 800 zł), a i Daniel w końcu kupił swój wymarzony zegarek. To, co jednak zabolało nasze portfele najbardziej to stłuczka, jaką mieliśmy pod w Gdańsku – naprawa, a raczej wymiana przednich drzwi kosztowała 700 zł.
Generalnie tego miesiąca nasze przychody i wydatki zrównały się.
 
SIERPIEŃ
To był miesiąc szczęśliwy, jeśli chodzi o wydatki. Pomieszkiwaliśmy u rodziców i szukaliśmy pierwszego po studiach zajęcia. Nie było większego wydatku, wszystko było symboliczne i nie przekroczyły przychodu, który jeszcze do nas wpłynął.
 
WRZESIEŃ
Zaczęliśmy wynajmować stancję i znaleźliśmy pracę, więc wszystko znowu się “rozruszało” i zbliżyło do normalności. Nieco dużo wydaliśmy na benzynę, ale musimy się z tym liczyć, bowiem rodzinna miejscowość D. i moja jest oddalona o 250 km, więc wizyta u teściów oznacza i koszta podróży. Wydaliśmy więc na benzynę 343 zł. Jako że przeprowadzka była jednak pod koniec września, nadal “grosze” wydaliśmy na jedzenie. Tym razem jednak ja zaszalałam z zakupami i wydałam 670 zł, ale mam za to nadzieję, że skórzane, bardzo dobrej jakości buty, które kupiłam (trzy pary!) posłużą mi przez kilka lat. Nie żałuję, bo promocja była ogromna. Do tego było kilka innych drobiazgów, które potrzebowałam…
 
PAŹDZIERNIK
Musieliśmy poczynić spory wydatek mieszkaniowy, bowiem na stancji, którą wynajmujemy nie było pralki. D. pracuje jednak w sklepie ze sprzętem AGD, więc kupiliśmy pralkę za 750 zł z prawie 50% zniżką. Do tego doszły mniejsze wydatki dla wyposażenia domu, a i tak wszystkiego jeszcze nie skompletowaliśmy. Nadal transport wysoki (330 zł); pod koniec miesiąca zalaliśmy do pełna, mam więc nadzieję, że w listopadzie będzie lepiej. Nowe miejsce nie sprzyjało gotowaniu i kolejne 721 zł poszło, głównie przez stołowanie się w barze mlecznym i mój wilczy, jesienny apetyt na słodycze.
 
Pozwolę sobie graficznie podsumować te cztery miesiące zawirowań, czyli w zasadzie cały kwartał:
 


Na diagramie przedstawiłam średni wydatek poniesiony na poszczególną kategorię przez ostatnie dwa miesiące (oczywiście przez dwie osoby). Zaznaczę od razu, że nie wliczyłam dwóch zupełnie “ekstra” kosztów, czyli ceny pralki (750 zł) i naprawy auta (700 zł). Biorąc pod uwagę diagram średni miesięczny koszt naszego życia wynosił 2644 zł. Nie jestem zadowolona, patrząc na to, że troszkę zatrzymaliśmy się u rodziców. Z drugiej jednak strony był okres wakacyjny, a do tego trzy razy się przeprowadzaliśmy, co generowało wydatki… Dodam, że gdybyśmy pralkę i naprawę auta jednak wliczyli, to średnio na życie wydalibyśmy 2981 zł. Przy ostatnim wykresie, po całym roku, średnia wynosiła 3030 zł, więc w zasadzie nie ma tragedii w tych chaotycznych miesiącach.

Oby było jeszcze lepiej! 🙂