Już od lat szkolnych jestem fanką wszelkich planów i robienia zapisek w kalendarzu. Z biegiem lat poznałam także inne sposoby zarządzania czasem i motywowania się. Dzielę je na podstawowe, które tworzę/kupuję raz i służą mi na dłuższy czas, i dodatkowe, używane przeze mnie tylko czasami, w kryzysowych sytuacjach. Narzędzia, które używam są dość tradycyjne i proste, nie ma też ich za wiele, ale idealnie dopasowują się do mojego sposobu życia i potrzeb.

PODSTAWOWE
Nowy rok zaczynam zazwyczaj już posiadając kalendarz. Tak się jednak składa, że od lat w grudniu dostaję klasyczny model w formacie A5, więc nigdy nie pokusiłam się na wydanie kilkudziesięciu złotych za jakieś kolorowe cudo. W czasach studenckich kupiłam z dwa razy dość tanie, ale piękne, kalendarze z Biedronki, wyznaczające czas od września do sierpnia. Kalendarza raczej ze sobą nie noszę, leży na biurku i wypisuję w nim zadania, pomysły czy inne zapiski. Tradycyjny ciemny kalendarz jest dla mnie wystarczający. Korzystam z niego oczywiście codziennie.
Stosuję też “wkładki” do kalendarza, czyli po prostu wstawiam luźne kartki/przylepne kartki w odpowiednie miejsca 🙂 Przede wszystkim przyklejam przylepną karteczkę z wyznaczonymi celami do zrealizowania w danym miesiącu, np. umówienie się do lekarza, założenie lokaty, zamówienie czegoś przez internet. I tak co miesiąc.
Drugą wkładką w tym roku, która jest moim ostatnim odkryciem, jest włożony na koniec motywator sposobem łańcuszka produktywności. Ideę zaczerpnęłam z bloga worqshop (klik), choć realizuję ją po swojemu. W pierwowzorze jest to ciąg kwadracików 365 kwadracików, a u mnie… Cóż, na kartce papieru w kratkę obrysowałam kwadraty 10×10 kratek, czyli mój ciąg to 100 krateczek do odhaczenia. 365 kratek to dla mnie za wiele, wolę myśleć o celach na  t e n  rok, a nierealnym jest żebym codziennie każdą czynność wykonała. Będę natomiast szczęśliwa, jeśli chociaż 100 razy przystąpię do każdej z nich! Dopiero zaczynam swoją przygodę z łańcuszkiem, ale wydaje mi się, że jest genialna w swojej prostocie. Jeśli ktoś chciałby spróbować to informuję, że na kartce A5 mieści się 6 takich kwadratów. 🙂
Dla naszej domowej organizacji kluczowe jest także sporządzanie co tydzień rozpiski posiłków, na której podstawie robimy duże zakupy. Praktykujemy to właśnie po to, aby oszczędzić czas na codzienne zastanawianie się co zjeść i kto kiedy ma zrobić zakupy. Dodatkowo dzięki niej łatwiej nam planować zdrowe posiłki, nie marnować żadnych produktów i oszczędzać, czemu sprzyja minimalizacja ilości robionych przez nas zakupów. Lista wisi sobie na lodówce i zawiera pomysły na obiady i kolacje, śniadania jemy osobno i po prostu pilnujemy, żeby pewna grupa produktów na nie zawsze była w naszej kuchni.

DODATKOWE
Tutaj typowo chodzi o organizację czasu, kiedy jest się zawalonym zadaniami. Stosuję w zasadzie tylko dwie metody, oprócz listy zadań w kalendarzu. Pierwszą jest kwadrat Eisenhowera, który opiera się na podzieleniu kwadratu na cztery części, odpowiadające cechom zadań: ważne i pilne, pilne i nieważne, ważne i niepilne, nieważne i niepilne. Lubię go, bo pozwala łączyć zadania “służbowe” z rzeczami, których realizacja sprawiłaby nam radochę, więc można realizować wszystko w miarę naprzemiennie, monitorując stan pilnych i ważnych kwestii.
Drugi sposób to nastawianie budzika i skupienie się przez dany czas na jednej czynności. Działa szczególnie wtedy, kiedy ciężko mi się za coś zabrać. Mówię sobie wtedy “to tylko 40 minut, dam radę”, a później okazuję się, że mogę np. pisać jeszcze godzinę 😉 Ważne jest oczywiście to, żeby przez ten czas NIE wchodzić na żadne portale i strony, które nie mają związku z zadaniem.

 
Jeśli jeszcze nie zaplanowałeś swojego roku – zacznij teraz i koniecznie napisz, co chcesz osiągnąć metodą łańcuszka! 
Jeśli tak jak ja uwielbiasz planować – pozwól poznać mi swoje sposoby, może odkryję coś nowego!