W końcu udało mi się znaleźć chwilkę, żeby podsumować wydatki w styczniu. Wbrew pozorom nie odwlekałam tego momentu z powodu znacznie za dużych wydatków – po prostu brakowało mi czasu i sił. Z utęsknieniem czekam na wiosnę. 
 
Z niezależnych od nas przyczyn w styczniu wydaliśmy… 3578,9 zł. Czyli o prawie 600 zł więcej niż wynosi granica, której nie chcemy przekraczać. Już mówię i pokazuję, jak do tego doszło.
 


 
 
Kto widzi winowajce całego zamieszania…? Wiem, odszukanie jest dla spostrzegawczych, bowiem z jakichś powodów piktochart nie przedstawił wydatków proporcjonalnie (jeśli ktoś wie skąd taki błąd – proszę o komentarz z wyjaśnieniem!). Ale to konkretu. Auto. 13 grudnia mój D. miał stłuczkę nie ze swojej winy, jednak musieliśmy dopłacić do naprawy (700 zł) i wydać pieniążki na przegląd powypadkowy (190 zł), do tego doszły jakieś inne pierdółki już niewielkie. Oczywiście będziemy się starać odzyskać choć część pieniążków od TU, ale kiedy, ile i czy w ogóle – okaże się. Niewątpliwie jednak dużo nas ta sytuacja nauczyła i przy następnej okazji (choć lepiej jakby jej nie było) będziemy mądrzejsi o kilka rzeczy. 
 
Kto szybko liczy widzi już, że gdyby nie stłuczka wydalibyśmy znacznie mniej niż 3000 zł. To dobry znak w tej całej pechowej sytuacji.
 
Szczegóły:
Rachunki. Pieniążki dla właścicielki, telefon, internet, ubezpieczenie D., załadowanie przedpłatowej karty na prąd. W normie więc. 
Transport. Byłoby nieco mniej, ale oddając samochód zastępczy musieliśmy oddać z pełnym bakiem, który jeżdżąc naszym samochodem zapełnilibyśmy już  w lutym. Z drugiej strony i taniej, bo oddając samochód zdecydowaliśmy się na stację, gdzie paliwo było wg naszej wiedzy najtańsze. Dodam też, że w naszym województwie benzyna jest jedna z najtańszych w Polsce, dlatego wychodzi znośnie. 
Jedzenie. Konkretnie: codzienne – 428,8 zł; napoje – 5,5 zł; fastfood – 10,8 zł; słodycze 40,5 zł; alkohol – 0 zł; wyjścia 46,6 zł. Sporo wydaliśmy na słodycze, ale nie był to dla nas za wesoły miesiąc, po drodze był też tłusty czwartek i spore pudełko lodów kupowaliśmy jako goście. Tradycyjnie kilka obiadków mieliśmy od rodziców 😉
Higiena. W normie, nie pamiętam dokładnie cóż kupowaliśmy.
Ubiór. Dwa piękne, bawełniane swetry dla D. w promocyjnej cenie (za dwa 70 zł!), dla mnie dwie czy trzy pary grubszych rajstop (Panie wiedzą, że nie jest to najtańsza rzecz…) i śliczna sukienka też w promocji (35 zł!). Bez szaleństw więc.
Chemia. Jak higiena – w normie. Obie zresztą kategorie liczą się tak naprawdę raczej jako roczne podsumowanie 😉
Medyczne. Po drodze tego wszystkiego D. miał wirusa i mimo że nie dostał antybiotyku jego leki i witaminy wyniosły nas 125 zł.
Rozrywka. Byliśmy w kinie na Gwiezdnych Wojnach w ramach środy z Orange i chyba D. kupił raz kupon w totka. 
Rozwój. Tradycyjnie kategoria bez wydatków, nie mamy póki co na to funduszy. Tzn. szkoda nam oszczędności, skoro wielu rzeczy możemy uczyć się sami za pomocą materiałów w internecie czy tutoriali. 
Prezenty. Urodziny, dzień babci i mały upominek za strzyżenie, bo zamiast wydawać pieniążki na fryzjera idziemy do znajomej fryzjerki i dajemy kawę lub jakiś dobry słodycz 🙂
Do domu. Jakaś nowa tarka, szczotka do butów i kilka innych potrzebnych drobiazgów.
Auto. Omówione wyżej…
Inne. Tym razem brak.
 
I tak to właśnie minął nam styczeń. Jeszcze raz: gdyby nie stłuczka wydalibyśmy 2 646, 9 zł, co byłoby naszym najlepszym wynikiem. No ale niestety. Może jednak luty zaskoczy nas pozytywnie (chociaż dentysty D. był ciąg dalszy, a na marzec oboje mamy jeszcze też umówione wizyty, więc zobaczymy co z tego wszystkiego wyjdzie!). 
 
Pozdrawiam i mam nadzieję, że u was chociaż nie było niespodzianek!