Jeśli miałabym wybierać między białym a czarnym to powiedziałabym, że luty był dobrym miesiącem dla moich włosów. Używałam różnych masek, spróbowałam nowego oleju i wyczytałam, że mój szampon dość często wysusza włosy, co ostatnio zauważyłam także u siebie 🙂 Udało mi się nawet zrobić sporo zdjęć i mam nadzieję, że kolejne miesiące będą jeszcze lepsze – zmieniłam telefon i mam w nim niezły aparat, robi się coraz jaśniej (choć niestety nie cieplej), więc łatwiej o relację.
W lutym nie zdecydowałam się na podcinanie włosów, póki co będę omijać ten zabieg raczej z daleka. Przez ostatnie miesiące, może nawet rok, podcinałam końcówki dość często – z myślą, że teraz to będzie pięknie, ale chyba moje z natury suche włosy wolą po prostu dobrze zabezpieczone końcówki.
Przyrost? Cóż, nadal nie potrafię dobrze mierzyć długości moich fal, mimo że w sumie pomaga mi w tym mój D. Mierzymy raczej całkowicie suche włosy, nie “prostujemy” fal, tylko tak jak się ułożyły… Co nam wyszło?

Od czoła 64 cm, od czubka głowy 56 cm. Przypomnę, że w zeszłym miesiącu długość najdłuższej partii liczyła 63 cm od czoła, a 57 cm od czubka głowy. Wychodzi więc z jednej strony, że urosły 1 cm, a z drugiej, że się “skurczyły” 🙂
Zazwyczaj nie mierzę objętości w kucyku, ale dziś się pokusiłam. Wynosi 7 cm, a w lipcu (bo wtedy ostatnio mierzyłam objętość) wynosiła 7,5 cm.

 

Jeśli chodzi o szampony to za wiele się nie zmieniło 🙂 Nadal męczę Jonson`s baby szampon, ale coraz częściej sięgam po Restore Therapy Skampoo z Oriflame. Imo wyczytałam, że Jonson dość wysusza włosy, ale na tyle podoba mi się jego i zapach i ogólne działanie, że nie umiem z niego zrezygnować. Zastanawiam się czy po prostu nie włączyć do mycia odżywki, tylko znowu nie mogę się zdecydować… 😉
 

W maskach było jak na mnie różnorodnie. Jako że Kallos Algae już się kończy to zainwestowałam w Kallos Keratin. Zdecydowałam się na nią po zachwycie po użyciu maseczki z Biovax`u właśnie z kreatyną – moje włosy są po niej cudownie gładkie, choć mam nadzieję, że jeszcze taką “prawdziwą” gładkość wydobędę – w wakacje moje włosy były znacznie bardziej mięsiste i miększe. 

Oprócz oleju kokosowego zaczęłam używać także oleju z orzeszków ziemnych i również jestem bardzo zadowolona. Odżywka na końcówki się nie zmieniła – Ziaja intensywna regeneracja do włosów łamliwych. Jest to produkt, który kupuję zdecydowanie najrzadziej, bo starcza na długie miesiące. 
 

Cele na marzec? Będzie prosto – dopasowanie odżywki i powrót do domowych maseczek, a w szczególności do tej z siemienia lnianego, o której już pisałam tutaj

Na koniec porcja zdjęć. Na pierwszy ogień – włosy świeżo po umyciu, ale już suche. Przez naturalną suchość dość szybko schną, ale niestety przez jakiś czas wyglądają bardzo źle – są spuszone i brzydkie, zwłaszcza w “środkowej” części, o tak:

Zaznaczam, że to zdjęcia z różnych dni (27.02 i 13.03), bo akurat ubrało mi się ten sam sweterek 🙂
Wystarczy jednak chwila (dosłownie z 10-15 minut) w koczku i już zaczynają wyglądać lepiej, wyraźnie gładziej:

I taki widok w sumie nawet by mnie satysfakcjonował. Niestety, jako że pracuję od 7.00, myję głowę wieczorem, czekam aż włosy wyschną i śpię w koczku/warkoczu, więc włosy się strączkują i falują, wyglądając cały dzień tak:

I już na koniec zdjęć moim zdaniem najlepsze ułożenie, w minioną niedzielę. Włosy były myte w sobotę rano, schły naturalnie, spałam w koczku i tak się ładnie ułożyły.