Mimo że przy każdej okazji powtarzam, że uwielbiam (!) tematykę zarządzania swoim czasem i jestem osobą, która od lat stosuje rożne sposoby podnoszenia motywacji i ulepszania organizacji to… pół roku temu przestało mi to wystarczać. Moje codziennie i miesięczne listy to do nagle straciły sens i zaczęłam się zastanawiać czy rzeczy, które na nich umieszczam są dla mnie jakimkolwiek priorytetem. Tak doszłam do wniosku, że przede wszystkim muszę zapytać siebie… czego chcę od życia, co sprawi, że codziennie wstanę z uśmiechem? Jeśli z jakichś powodów tradycyjne metody motywowania się nie wystarczają i Tobie, drogi czytelniku po drugiej stronie ekranu, być może ten wpis jest właśnie dla Ciebie.

Pod ostrzałem własnych myśli zrobiłam sobie kawę i po chwili namysłu postanowiłam zabrać się „za siebie”. Przede wszystkim skusiłam się na stworzenie dość modnej swego czasu w blogosferze listy before I die, choć mój plik nosi nazwę I`m happy. A l e! Miałam jedno kryterium – muszą to być rzeczy, których naprawdę chcę! Nie na zasadzie „w sumie fajnie byłoby kiedyś spróbować”; lista jest zapisem moich poglądów, marzeń, osobowości. Podzieliłam ją na trzy kolumny: „małe”, „średnie”, „duże”; oczywiście chodzi o różne rzeczy/nawyki/umiejętności.
Wiecie co? Nie spodziewałam się, że ta lista tak bardzo oczyści mi umysł. Co jakiś czas otwieram plik i z uśmiechem czytam cóż tam zawarłam. Od jego powstania minęło pół roku a ja NIC bym w nim nie zmieniła!
Co więcej – taka lista ułatwia dobór codziennych metod organizacji – m.in. łańcuszka produktywności, o którym już pisałam (klik). Po prostu priorytety same się krystalizują i wiem, nad czym chcę pracować lub co włączyć do swojej codzienności. Przykład? Proszę bardzo. Lubię czytać książki, ale przez pewien czas żadnej nie przeczytałam, bo… brakowało mi czasu, nie miałam niczego pod ręką, byłam zbyt zmęczona i pewnie wiele innych powodów by się jeszcze znalazło. Teraz nie tracę już bezsensownie czasu – zerkam na listę i mówię sobie: ej, rudzielcu, czy kolejna godzina na internecie uszczęśliwi cię bardziej niż wieczór z książką? No nie uszczęśliwi, więc potulnie idę pod kołderkę z książką i cieszę się jak dziecko. 

Oczywiście lista jest pomocna nie tylko na co dzień, odegrała także ogromną rolę w wyznaczaniu celów na nowy rok.
Na początku roku usiedliśmy z moim D. i wspólnie narysowaliśmy metodą mindmappingu Projekt 2016. Nie dość, że świetna zabawa, to mogliśmy pogadać o naszych pragnieniach i celach. I oczywiście nawzajem się zmotywować 🙂 Niedługo pierwszy kwartał minie, więc będzie trzeba podsumować czy człowiek trzyma się wyznaczonej drogi, spoczął na laurach, a może priorytety się zmieniły? Sama jestem ciekawa!

Trzecią rzeczą, którą polecam KAŻDEJ osobie „bez czasu” jest stworzenie swojego zegara czasu. Mechanizm jest bardzo prosty. 

Na kartce rysujesz koło (najlepiej całkiem spore!), które ma symbolizować twój dzień. W nim wymieniasz kolejno czynności, które wykonujesz każdego pracującego dnia, zgodnie z czasem, który na nie poświęcasz, np.: sen – 7 godzin; praca – 8 godzin; dojazdy do pracy – 1h; higiena – 1 h; przygotowanie i zjedzenie posiłków – 2 h. Sumujesz później wypisane godziny, w przykładzie wyszło, że życie „pożarło” 19 godzin, ale… przecież doba ma ich jeszcze 5 i jest to prawie 1/5 dnia! Czy dobrze wykorzystujemy ten czas? A może snujemy się po domu, nie odpoczywając, nie doskonaląc się?

Robiliście kiedyś taki zegar? Może najwyższa pora? Szczerze polecam wszystkie trzy wymienione kroki, jeszcze na etapie „przedorganizacyjnym”. Zmiany bowiem zaczynają się w głowie, a metody pomocnicze to już kwestia stylu życia i tego, co chcemy osiągnąć.

  • Nie robiłam takiego zegara, wypróbuję koniecznie. W ostatnich latach jest tendencja do bycia zapracowanym i produktywnym ale często zapominamy też o relaksie. Owszem lubię wypełniać zaplanowane zadania, ale lubię też czasem zwyczajnie odpocząć i nie robić nic ” produktywnego” :). Jestm mi też z tym dobrze :). Pozdrawiam

  • Nigdy nie robiłam takiego zegara 🙂 Ale na pewno zrobię :*!
    Mój blog ♥ Serdecznie zapraszam na nowy post! Zapraszam do obserwacji. Pozdrawiam.

  • Nigdy nie robiłam takiego zegara, zawsze układam plan na cały tydzień. 🙂

  • Ja ostatnio wpadam w wir jednego lub drugiego, brakuje mi wypośrodkowania… 😉

  • Bo zegar nie służy do układania planów, tylko zweryfikowania ile faktycznie czasu mamy i jak go wykorzystujemy 🙂

  • Chciałabym umieć nauczyć się tak świadomie patrzeć na przemijający czas i nim gospodarować, ale niestety na razie mój dzień to totalny chaos 😛

  • Tak, chyba dość świadomie patrzę na swoje życie, ale… nie znaczy to, że w pewnym sensie nie jest chaotyczne 🙂 Jestem wrażliwą, dość emocjonalną osobą, więc w sumie gdyby nie zamiłowanie do organizacji byłoby ze mną bardzo źle!

  • Oj przydałaby mi się taka organizacja…

  • Jeśli by się przydała to wystarczy zacząć! 😉

  • Zrobiłam sobie taki zegar, niestety, okazało się, że moje 24 h są wypełnione brzegi 🙁 Chyba za dużo śpię:)

  • No zależy czym wypełnione i ile śpisz 😉