Tak jak to już cały kwiecień – także budżet będzie nieco… zaskakujący. Mieliśmy wydatki, które musieliśmy ponieść, ale były koniecznością i w zasadzie albo się zwróciły albo należy traktować je jako inwestycję.
Niemniej, dziś zaprezentuję wam podsumowanie budżetowe, w których wydatki są największe ze wszystkich prezentowanych przez cały rok 🙂 Chociaż dwa razy w naszej “karierze” budżetowej wydaliśmy jeszcze więcej, niż w tym miesiącu – kiedy płaciłam w całości za kurs językowy i gdy D. kupował laptopa. Zapraszam!

Przede wszystkim muszę “uaktualnić” informację o nas. Budżet, który prezentujemy już nie dotyczy pary “świeżo” po studiach, bo minęło już chyba z 10 miesięcy odkąd się obroniliśmy! Praktycznie od razu coś tam robiliśmy/pracowaliśmy, ale dopiero teraz dostaliśmy satysfakcjonujące nas posady i możemy mówić, że jesteśmy parą pracującą – D. od kwietnia, ja od maja, czyli od kilku dni 🙂 Nasze zarobki będą teraz większe, ale poszukiwania pracy i podjęcie jej także wygenerowało dodatkowe koszta. Jak tragicznie było? Cóż, w kwietniu wydaliśmy całe 4144,6 zł, czyli ponad tysiąc więcej, niż byśmy chcieli. Wypłaty trochę się zdublowały ze starej i nowej pracy, więc nie musieliśmy naruszać oszczędności i mamy zabezpieczenie na maj, coś zresztą do nas jeszcze wpłynie 🙂
Szczegóły:
Rachunki. Standardowo – czynsz, media, ubezpieczenie, nie było dodatkowych opłat.
Transport. Cóż, w sumie dużo, ale… częściowo są to delegacje D., które już się zwróciły (ok. 300 zł), więc nie jest źle. Jechaliśmy bowiem na majówkę do moich teściów i mieliśmy do przejechania 250 km (powrót już w maju się odbył :P). Do tego taksówki (27 zł), gdy D. wracał w nocy ze szkolenia i musiał dostać się z dworca do domu i bilety mzk (17 zł), które coraz częściej będą pojawić się w naszych wydatkach, bo do pracy mam już dalej niż 3 minuty na pieszo i chyba będę dojeżdżać autobusem, a wracać na pieszo.
Jedzenie. Patrząc na poprzednie miesiące – nie jesteśmy zadowoleni. I nie mamy usprawiedliwienia… Aż mi wstyd, bo 129,8 zł pochłonęły fastfoody (skoro kwiecień przespałam, to i gotować mi się nie chciało…) a 77,6 zł słodycze. Codzienne – 443,1 zł; napoje – 16,3 zł; alkohol – 7,1 zł.
Higiena. W normie – moja szczotka TT (w końcu!) i parę innych drobiazgów.
Ubiór. No i tutaj mamy sprawcę całego zamieszania, czyli mojego D. Ze względu na nową pracę potrzebował garnituru na zmianę i koszuli. Do tego doszły jakieś moje dwie bluzki (tanio, bo z lumpeksu upolowałam dwa cuda jeszcze z metką!), rajstopy, skarpetki 😉
Chemia. Jak to z chemią bywa – już nawet nie pamiętam cóż tam kupowaliśmy.
Medyczne. Głownie suplementy i witaminy, bo zmęczenie i osłabienie bardzo dało mi się we znaki, m.in. zafundowało mi bardzo okropne zajady – pierwszy raz zmuszona byłam się czymś przez nie suplementować.
Rozrywka. Wejściówki – 27 zł, książki – 28 zł, inne – 18 zł.
Prezenty. Kolejny spory wydatek, ale kwiecień to dla nas często kumulacja – urodziny mojej mamy i siostry. Do tego przy okazji majówki już daliśmy prezent mamie D. na dzień mamy, a i ja dostałam prezent od D. z okazji nowej pracy 🙂
Do domu. W końcu wyczailiśmy lustro na naszą stancję! I to za 50 zł! Mamy w mieście niewielką hurtownię, z rzeczami do domu, którą uwielbiam. Skusiliśmy się też na podkładkę pod laptopa bodaj z Biedronki, żebym nie kładła sprzętu na kocu (20 zł), a przez małą i krótką awarię musieliśmy też zaopatrzyć się w spiralę do wc (12,4 zł) – proza życia!
Auto. W końcu wymieniliśmy opony na letnie.

Z nadzieją patrzę na majowe wydatki! 🙂