W połowie maja minął rok, odkąd kupiliśmy swoje pierwsze auto. Czas więc na podsumowanie. Chcieliśmy przede wszystkim coś młodego, z jak najmniejszym przebiegiem, mało palącego, ale z bagażnikiem większym niż maciupki 😉 Budżet oscylował w granicach 20 tysięcy. Zdecydowaliśmy się na 6-letnią Skodę Fabię, 67 tys. przebiegu, która akurat mieściła się w budżecie.

Teraz nasza Skoda ma 10 tysięcy przebiegu więcej, a jej błękit zdobią wręcz granatowe drzwi od strony kierowcy… 😉 Wydatki związane z naszym autem prezentują się następująco:

Przy kupnie:

ubezpieczenie: 860 zł (oc + ac)
hak: 35 zł (nie był wpisany do dowodu)
rejestracja: 180 zł
wyposażenie: 274,2 zł (m.in. wycieraczki – które są dość drogie do Skody, kabelek, ściągaczka, nabicie klimatyzacji, płyn do spryskiwaczy, skrobaczka)

Codzienne:

paliwo: 2076,5 zł, czyli miesięcznie ok. 173 zł (ale przyznajemy, że czasami dostawaliśmy pełny bak “w prezencie”, jeśli jest możliwość staramy się też jeździć w kilka osób i dzielić się kosztami)
parkometry: 28 zł
mycie: 5 zł
 
Inne:
zmiana opon: 100 zł (na zimę i na wiosnę)
kolizje: Cóż, to boli najbardziej. Mój D. miał dwie stłuczki parkingowe, które wniosły nas 1637,6 zł. Pierwsza była w zasadzie z jego winy i kosztowała nas 700 zł (wymiana wspomnianych drzwi od kierowcy, naprostowanie błotnika). Druga była z winy innego kierowcy, był spisany protokół policyjny, a mimo to musieliśmy dopłacić 937,6 zł… Wspominałam o tym w budżetowym podsumowaniu stycznia. Na kwotę złożyła się naprawa (742 zł), przegląd powypadkowy (190 zł) i wysłanie pocztą dokumentów, bo przy kolizji policja zabrała dowód rejestracyjny, który musieliśmy ściągać potem z innego województwa 😉 Nie rozumiemy tego, dwoma pismami się owoływaliśmy, ale ubezpieczyciel (mimo przytoczenia przez nas wyroków sądów w podobnych sytuacjach, oczywiście na naszą korzyść) nie poczuwa się do zwrócenia nam kosztów, nawet odpowiada lakonicznie, bez konkretnych argumentów. Raczej zostawimy więc sprawę, bo traktujemy to jako doświadczenie życiowe, dzięki któremu na przyszłość inaczej będziemy postępować w przypadku stłuczki. Jakby kogoś to interesowało to tak pięknie potraktował nas nasz ubezpieczyciel, czyli Hestia, którą wybraliśmy ze względu właśnie na jej dobrą reputację.
 
Podsumowując – przez pierwszy rok wydaliśmy na samochód 5196,3 zł, czyli 433 zł miesięcznie, a 14,43 dziennie (praktycznie tyle, co duża latte!). Gdyby jednak nie było stłuczek, które są wynikiem niefortunnych zdarzeń, byłoby to “jedynie” 3558,7 zł, czyli miesięcznie 296,6 zł, a dziennie 9,9 zł.
 
Czy po roku żałujemy zakupu samochodu? Absolutnie nie! Nawet mimo stłuczek koszt 14,43 zł dziennie nie jest dla nas duży – zresztą braliśmy ryzyko pod uwagę i gdybyśmy nie mieli oszczędności na ewentualne wydatki, czyli gdyby nie było nas stać na samochód – nie decydowalibyśmy się na jego zakup. Kilka przykładów:
1. Między naszymi rodzinami odległość wynosi ok. 200 km i nie da się, nawet z przesiadkami!, jakoś w miarę rozsądnie pokonać tej odległości autobusem czy pociągiem. Aktualnie mieszkamy w moim rodzinnym mieście, więc i tak jest w miarę dobrze, bo aby dojechać tutaj z poprzedniego miasta mieliśmy do pokonania 250 km, bez połączenia pociągiem (ok, ew. z przesiadkami, ale nie kalkulowało się i same nocne), a cały bilet autobusem 50-55 zł, więc znowu – lepiej było zainwestować w auto.
2. D. aktualnie dojeżdża do pracy 50 km w jedną stronę, szczęśliwie zazwyczaj dojeżdżają w dwójkę lub trójkę, więc codziennie koszt ponosi ktoś inny i nie opłaca się pokonywać trasę pociągiem. Raz, że wyszłoby drożej, dwa – wymusiłoby wychodzenie z domu jakieś pół godziny wcześniej i późniejsze wracanie.
3. Moi rodzice mieszkają na wsi oddalonej “tylko” 12 km, ale… bilet w jedną stronę wynosi 5,30!, więc na jednych odwiedzinach stracilibyśmy ponad 20 zł!, a jesteśmy tam średnio raz w tygodniu 🙂
4. Przede wszystkim ogromna wygoda – jedziemy kiedy chcemy i gdzie chcemy, nie musimy też martwić się o większe, ciężkie zakupy.Zakup auta był jedną z lepszych decyzji finansowych i gdybyśmy jej nie podjęli stracilibyśmy przez ostatni rok nie tylko czas, ale i pieniądze. A jak się mają wasze autka?