Miniony miesiąc był najgorszym miesiącem odkąd zostałam włosomaniaczką, czyli od ponad roku. Co gorsza – nie wiem jak przerwać złą passę! Pomożecie?
Owszem, były też dobre chwile – pod koniec miesiąca nie mogłam się już doczekać mierzenia włosów, bo aż czułam, że urosły i się nie zawiodłam. Od czoła moje włosy mają 70 cm, a od czubka 61 cm. Niestety nie wiem czy przyrost w okolicach 3-4 cm (z braku czasu zmierzyłam je nie pod koniec czerwca, ale dopiero wczoraj, więc prawie tydzień następnego miesiąca jeszcze jest doliczony) jest zasługą właśnie przyrostu czy… moich problemów z włosami, a raczej z wodą w nowej stancji. Także po kolei.

 Od miesiąca mieszkamy w bardzo przestronnym mieszkaniu w kamienicy, z pięknym widokiem, w genialnej lokalizacji, ale moje włosy nie mogą się przyzwyczaić do wody, która tutaj jest. Przypuszczam, że nie jest to problem samej wody, bo w całym mieście jest ona dość dobra i na prawie identycznym poziomie (sprawdziłam nawet dane z sanepidu!), ale starej instalacji. Nie znam się na tym i zastanawiam się, czy macie podobne doświadczenia?

Przede wszystkim moje włosy są okropne w dotyku, nigdy czegoś takiego nie doświadczyłam! Ciężko mi to porównać do czegokolwiek, ale może znacie to uczucie kiedy zdejmujecie rękawiczki lateksowe i są dziwnie suche od tego białego proszku? Coś takiego czuję na włosach po umyciu. Kolejna sprawa – przetłuszczają się z prędkością światła. Dzięki dbaniu o włosy przestałam myć je codziennie, wystarczyło co drugi dzień, teraz znów musiałam powrócić do mycia ich każdego dnia, ale wierzcie mi, że gdy kończę pracę wyglądają już fatalnie… Trochę lepiej jest gdy umyję je rano i wysuszę suszarką, nie dzień przed ze schnięciem naturalnym, ale staram się być twarda i wybierać mimo wszystko drugą opcję. Wtedy przynajmnej mam czas na olejowanie, co w dłuższej perspektywie lepiej im wyjdzie. Jaki to wszystko ma wpływ na wspomniany pomiar? Ano wydaje mi się, że mniej się falują i są jakieś takie oklapnięte, co mogło dodać im na długości. Problem mimo że dotyczy całych włosów (dziwne w dotyku i mniej pofalowane, mniej podatne na wszelkie koczki) to jednak najgorszy jest skalp, który po prostu się za szybko przetłuszcza i okropnie to wygląda.

Jak wyglądała pielęgnacja w tym miesiącu?
 

 Przez problemy musiałam odłożyć szampon Jonson`s baby, bo w ogóle nie mógł umyć moich włosów, Nivea Repair&Targeted Care daje stan akceptowalności, ale prawie ją zużyłam, odżywkę z tej serii dokończyłam, więc w przypływie impulsu i ratowania sytuacji kupiłam Dave Nourishing Oil Care, który też jakoś daje radę. Podkradłam od mojego D. H&S, który już kiedyś w podobnej sytuacji na poprzednim mieszkaniu mnie uratował, ale niestety tym razem nie dał rady. Maska Kallos Kreatin z przyzwyczajenia i żeby dokończyć, ale oczywiście w tym miesiącu działania nie zauważyłam. Do tego prawie przed każdym myciem olej kokosowy, o czym wspominałam.

 Jeśli porównacie poniższe zdjęcia z tymi z maja  to może będzie widać o czym mówię… 😉 Nie udało mi się w świetle dziennym uchwycić dokładnie tego, jak fatalnie wyglądały, ale zdjęcia w większości jeszcze po umyciu/po nocy były robione, nie po całym dniu. Przy powiększeniu na skalpie widać, że nie jest fajnie.

 Zdjęcia z czerwca:

 

 Zdjęcia już z lipca:

 

Dajcie znać jeśli macie jakieś pomysły! Planuję wypróbować maskę z siemienia lnianego, bo kiedyś moje włosy wyglądały po niej pięknie. Myślimy też nad małym filtrem pod prysznic, ale musimy jeszcze poczytać, bo nie możemy znaleźć modelu, który łatwo dałby się u nas zainstalować… 🙁