Miesiąc temu pisałam,  że w związku ze zmianą mieszkania przeżywam mały włosowy kryzys. Jest już lepiej, ale niestety nieidealnie, a i stan akceptowalny wymaga ode mnie (a także mojego D.!) sporego wysiłku.
Podejrzewam, że nie jest to kwestia twardości wody, bo w całym mieście jej stan jest niemal identyczny (sprawdzałam dane, rozmawiałam ze znajomą w sanepidzie). Jedynym racjonalnym pomysłem jest to, że hydraulika jest inna. Nadal odczuwam dziwną suchość i “proszek” we włosach, ale dopiero po całym dniu lub następnego dnia. Oczywiście cała sytuacja powoduje, że włosy muszę myć codziennie, co też mnie męczy, bo jednym z sukcesów  mojego włosomaniactwa było przejście do mycia ich co drugi dzień…
Co spróbowałam na ratunek? Przede wszystkim włosy myłam przegotowaną wodą i zamówiłam filtr do słuchawki prysznicowej. Mycie przegotowaną wodą sprawdza się najlepiej, ale codzienne pamiętanie o jej wcześniejszym przygotowaniu bywa kłopotliwe i wymaga pomocy mojego D. – ktoś bowiem musi jakoś mnie wodą później “podlać” 😉 Filtr również daje efekt, ale nie taki, jaki bym chciała. Jeśli używam go dzień w dzień jest słabo, jeśli raz płuczę prysznicem z filtrem, a raz wodą przegotowaną – daje radę. Widocznie jest za słaby i gdy używam go codziennie moje włosy i tak się “męczą”.
Jednak chociaż przyrost nadal bardzo zadowalający – od czoła moje włosy mają już 72 cm, a od czubka 66 cm. Znowu wychodzi śmiesznie, bo urosły 2-5 cm, ale jak ostatnio wspominałam – moje fale tracą przy obecnej wodzie, a i ich pomiar jest kłopotliwy. Można więc uznać, że rzeczywisty przyrost to 2 cm, ale mogą wydawać się dłuższe, bo są bardziej przyklapnięte.
Włosy myłam zamiennie Nivea Repair&Targeted Care i Dave Nourishing Oil Care, co któreś mycie używam oleju kokosowego. Poznałam też dwie nowe maski, które bardzo mi służą – Biovax Gold oraz ekspresowa maska regenerująca Bani Agafii. Szkoda, że przez wodę nie mogę cieszyć się w pełni działaniem produktów… 😉
Dobre dni tego miesiąca (zdjęcie po prawej jest wręcz jednym z moich ulubionych na całym blogu, tego dnia miałam cudownie miękkie włosy, oczywiście myte wodą przegotowaną):
Zazwyczaj ostatnio moje włosy wyglądają niestety tak:
 

 



Plany na sierpień? Przede wszystkim spróbować ratować się płukankami i w końcu podciąć końcówki – jeszcze nie wiem o ile, ale pewnie co najmniej 5 cm, bo wydają mi się mocno zaniedbane.

Cóż, mam nadzieję, że dojdę jeszcze do porozumienia z wodą, bo mieszka nam się bardzo dobrze na nowej stancji i głupio by było z tego powodu rezygnować. Jednak to, jak strasznie pogorszył się stan moich włosów jest dla mnie, w perspektywie spędzenia tutaj co najmniej roku, dość przerażającą myślą… Zastanawiam się także, jaki wpływ woda ma na nasze pranie i pralkę, która również jest naszą własnością. Czas wszystko pokaże 🙂