Znów strasznie dużo się dzieje, co odbija się na blogu. Mam w projektach sporo prawie (!) skończonych notek (nieco przydługa refleksja o slow fashion, moje próby z bento/lunchboxami i tradycyjnie parę słów o organizacji i finansach). Dlatego pozwoliłam sobie na krótkie podsumowanie, bo troszkę się działo, a zanim wstawię podsumowanie włosowe i finansowe może minąć trochę czasu 🙂
Słuchajcie! Przede wszystkim, bo to rzecz najbardziej widoczna: poszło 10-12 cm we włosach. Przekonało mnie to, że jednak wolę włosy dłuższe, ale z przyczyn czysto estetycznych, bo samo obcięcie traumatyczne dla  mnie nie było (nie mam czasu na zamartwianie się małymi rzeczami, to piękne!). Zdjęciami podzielę się oczywiście w podsumowaniu włosowym, a zrobiłam ich całkiem sporo przez ten miesiąc.
Jeśli chodzi o kwestie finansowe, to budżet wypadł bardzo dobrze, poniżej trzech tysięcy, mimo rekordowej sumy na słodycze i fastfoody… Najgorzej, że było mi z tym tak dobrze chwilami, że nie mam wyrzutów sumienia. O dziwo (i na szczęście) mój D. przejął tym razem myślenie “nie może tak być!”.
Jeśli chodzi o czas wolny to głównie spacerowałam (w końcu było kilka słonecznych dni), czytałam, udało mi się także uruchomić maszynę do szycia, gotowałam, rozmyślałam z moim D. o jego planach założenia własnej działalności, a gdy potrzebowałam totalnego relaksu to… sprzątałam w szafie (tak, sprawia mi to przyjemność, coraz bardziej lubię też prasowanie).
Jeśli chodzi o pracę to właśnie ona jest głównym powodem braku czasu. Pracodawcy nie zmieniłam, ale okazało się, że dostałam kilka godzin polskiego, więc będę pracować “w zawodzie” nauczyciela – przynajmniej przez jakiś czas. Nie będę zanudzać was innymi zmianami organizacyjnymi, ale wierzcie mi, że okres jest gorący, więc po powrocie do domu nie mam za wiele sił. Obiecuję jednak, że postaram się regularnie dokończyć i zamieścić notki 🙂