To, że doszło do większego cięcia nie powinno chyba dziwić. Zapowiadałam ten fakt we włosowym podsumowaniu lipca, gdzie zaznaczałam, że będzie to co najmniej 5 cm. Cóż, szczerze mówiąc miałam na myśli maksymalnie 5 cm, ale… nieco zagadałam się z moją „fryzjerką”, dałam za dużo wolnej ręki (komunikat „podetnij 3-5 cm, jak uważaszjednak nie jest konkretny i dobry). Na swoje usprawiedliwienie powiem, że byłyśmy zmęczone (było po 21.00) rodzinną imprezą (17 osób i świeże powietrze), więc może po prostu chciałyśmy załatwić sprawę sprawnie i szybko.

 

Ostatecznie więc końce w najdłuższym miejscu  straciły 10/12 cm (włosy miałam ścięte w lekkie „U”, teraz są bardziej wyrównane). Początkowo czułam się dziwnie, zwłaszcza gdy były rozpuszczone, ale wmawiam sobie, że tego potrzebowały. Moje ostatnie podcięcie miało miejsce w styczniu, ok. 2 cm, po nim włosy miały długość 63 cm od czoła, a 57 cm od czubka. Teraz, przed podcięciem mierzyły już 72 cm od czoła, a 66 od czubka, więc przez pół roku przyrost wyniósł jedynie 9 cm. Oznacza to, że odzyskanie długości z początku lipca trochę potrwa. Po podcięciu włosy mierzyły 60 cm od czoła (mierzone na sucho). Nie zmierzyłam ich pod koniec sierpnia, ani na początku września, więc z kolejnym pomiarem poczekam na kolejną aktualizację.

 

Zdjęcie po lewej zrobione zostało dzień po podcięciu, włosy umyte i wysuszone naturalnie. Olejowane przez pół h olejem kokosowym, oczyszczone męskim h&s i umyte raz jeszcze szamponem Dove Nourishing Oil Care, później szczodrze wmasowałam w nie odżywkę z ziajki Intensywna Regeneracja miód. Mimo że na zdjęciu tego nie widać – były miękkie i odzyskały straconą ostatnio objętość. Dodam, że umyte naszą „okropną” wodą, bez filtra czy przegotowania.

Troszkę szkoda mi długości, ale przynajmniej mam zdrowsze końce i znowu będę miała więcej zabawy z zapuszczaniem 😉 Nie wiem też, czy to kwestia lata, przyzwyczajenia ich do wody czy podcięcia, ale sprawiają nieco mniej kłopotów, niż przez ostatnie tygodnie

Zdjęcia z sierpnia przed podcięciem:
 
Zdjęcia z sierpnia po podcięciu:

Jeśli chodzi o pielęgnację to w zasadzie nic nowego się nie pojawiło. Wypróbowałam co prawda dwa/trzy razy płukankę z octu jabłkowego, ale nie zauważyłam efektów. Wróciłam też do maseczki z siemienia, było lepiej, ale niestety bez rewelacji, wspominałam ją jako bardziej skuteczną.

Włosy myłam zamiennie: Nivea Repair&Targeted Care, Dave Nourishing Oil Care, Jonson`s baby. Wróciłam także do bananowej maski Kallos oraz odżywki Garnier Awokado. Do tego oczywiście olej kokosowy i miodowa ziajka b/s na końcówki po umyciu, która właśnie się skończyła. 

Chyba dobrze, że podcięłam włosy, jak myślicie? 😉