Jak większość nastolatek w młodości i ja nie lubiłam sprzątać. Miałam wiele ciekawszych rzeczy na głowie – książki, rozmowy na GG (tak, jeszcze pamiętam te czasy), spotkania z przyjaciółmi czy nawet pisanie wierszy (wrażliwcem jestem). Ale jedno musiało być zrobione – ciuchy leżały ułożone kolorystycznie! Co więcej – noszone przeze mnie skarpetki czy majtki też starannie dobierałam do barwy codziennego outfitu.

Dziś porządek w szafie, te starannie złożone swetry czy koszule wiszące na białych wieszakach to chwile mojego relaksu. Uwielbiam sprzątać w szafie! Porządkuję nie tylko ciuchy, ale analizuję swoją obecną sytuację, bo strój zmienia się wraz ze mną. Inaczej ubierałam się jako licealistka (czarny przede wszystkim), inaczej jako studentka (wydział w starych murach, dwa kierunku dzienne = sporo swetrów, sporo wygody), inaczej jako osoba pracująca i coraz bardziej ceniąca jakość, komfort, ale i prostotę. Przechodzę różne zmiany, aktualnie coraz częściej też zerkam w stronę strojów typowo sportowych, które dotąd omijałam szerokim łukiem.
 
Daleko mojej garderobie do ideału, ale sama do końca jeszcze nie wiem, jak ten ideał dla mnie wygląda 🙂 Przez lata mieszkania na różnych stancjach doskwierał mi też nieustanny brak miejsca, dopiero teraz mam całą szafę dla siebie, a do tego jeszcze regał (szał!). Motywuje mnie to do przeanalizowania tego, czy slow fashion jest dla mnie i czy jestem w stanie zakochać się w idei capsul wardrobe.
 
Chciałabym jednak pokazać wam, że zmiana podejścia do swojego stylu życia to proces, czasami długotrwały. Mówiłam na początku o zmianach spowodowanych dorastaniem i odmiennym trybem życia na różnych etapach. Od zawsze lubiłam ład i porządek, szczególnie ten w szafie, ale stworzenie capsul wardrobe jest dla mnie sporym wyzwaniem. Mimo że nieświadomie wiele już w tym kierunku zrobiłam przez ostatnie lata.
 
Jeśli macie problem z ilością rzeczy, które posiadacie (a wcale nie nosicie) i chcecie to zmienić – proponuję wam przyjrzeć się wyzwaniu slow fasion, rozbijając je na etapy.
 
 
ETAP PIERWSZY
 
 

Poniższa lista sukcesów jest u mnie wynikiem zmian zachodzących od dawna, jeszcze zanim poznałam filozofię słów slow fasion i capsul wardrobe, ale uważam, że są genialną bazą.

1. Oddałam/wyrzuciłam sporo ciuchów i akcesoriów
Nie zliczę ile! Mam starszą siostrę i praktycznie każdy ciuch pasuje na nas obie, co często kończy się tym, że dana rzecz między nami krąży… Ukróciłam to i staram się “przyjmować” tylko to, czego faktycznie brakuje w mojej garderobie. Czyli veto dla rzeczy, którą sama dwa razy oddawałam już siostrze, bo mi się znudziła/coś mi w niej nie leżało… 😉
2. Nie kupuję rzeczy, które “są ładne”, ale takie, w których wiem, że będę chodzić.
Czyli np. unikam wysokich obcasów, bo bolą mnie po nich nie tylko nogi, ale i plecy. Nie kupuję oversizów, bo nosząc XS są na mnie olbrzymie, wiec to bez sensu…
3. Zaczęłam dbać o ciuchy
Staram się wieszać/składać je według potrzeb, prasować po praniu (dopiero to wdrażam, z trudem).
4. Codzienne szykuję sobie zestaw na następny dzień, czasami na kilka dni do przodu, dzięki temu nie muszę się martwić co ubrać 😉 W dodatku wiem, jaka będzie pogoda, bo po prostu to sprawdzam.
5. Prawie wszystkie moje wieszaki są białe. Szafa od razu ładniej wygląda 😉 Problem tylko taki, że od miesiąca szukam kolejnych białych, a nigdzie ich nie ma, w moim mieście nie ma np. Ikei (mały edit: Ikea została już odwiedzona, są i wieszaki) 😉

 

1. Zminimalizowanie podomowych ciuchów
Porządki w szafie zdecydowanie zwiększyły objętość tej półki, mam zamiar zająć się tym w najbliższych dniach.
2. Wymiana kilku podstawowych rzeczy, na które zawsze szkoda mi pieniędzy (dres, sportowe buty, pidżama), więc zamiast zainwestować w coś trwałego, wkurzam się po dwóch praniach, że się rozlazły…
3. Nauczeniu się o składach, bo to dla mnie wiedza tajemna. Mimo że większość ciuchów, które posiadam to te, w których autentycznie ciągle chodzę to sporo kupiłam na wyprzedażach, nie bardzo zwracając uwagę na materiał. Uważam jednak, że mam pewną bazę i teraz powoli, powoli mogę pozwolić sobie na coś lepszego, jeśli materiał będzie odpowiedni. Oczywiście najpierw trzeba się nauczyć, potem przetestować, nie na hurra.

 

1. Nie lubię zakupów, nienawidzę łazić po galeriach! Dlatego zmierzanie w kierunku slow fashion wydaje mi się jak najbardziej dla mnie, jednak jakoś nabyć elementy brakujące trzeba.
2. Nie mam nic do lumpeksów, ale nie potrafię w nich kupować. Jak zajdę to nigdy nic nie ma.

 

Do czego dążę? Liczba ciuchów, którą mam po wstępnych porządkach satysfakcjonuje mnie, jednak nie do końca zadowala mnie ich jakość i wzajemne dopasowanie, więc to będzie moim głównym priorytetem.

W porządku, pierwszy etap za nami. Za mną jest już nawet etap drugi, o czym napiszę w wolnej chwili, ale póki co zgadujcie – ile ciuchów liczy moja szafa, że biorę się za porządki? Pamiętajcie, że ubrania to także dodatki, kurtki, buty i rzeczy do chodzenia po domu. Jestem ciekawa czy ktoś trafi 🙂