Muszę się Wam do czegoś przyznać… Mimo że prowadziłam bloga pod szyldem “little red think” – nienawidziłam tej nazwy, była dla mnie dość… infantylna. Ale nie mogłam wpaść na nic lepszego. A jak już wpadłam – była zajęta. Samo przeniesienie na platformę WordPress szykowałam od dawna, ale ciągle brakowało mi czasu. Miałam też negatywne nastawienie, bo kiedyś próbowałam związać się z WordPressem, tylko nam nie wyszło. Także moje ostatnie milczenie było spowodowane wewnętrznym przymusem, że nastał czas pożegnania z blogspotem, a wczoraj przy wieczornym demakijażu wpadła mi do głowy ta nazwa i BYŁA WOLNA, cud.  Dostałam skrzydeł prawie jak po wypiciu Red Bulla i oto ponownie jestem 😉 Kończąc temat przenosin (oczywiście prace jeszcze trwają, więc przepraszam za ewentualne błędy) – mam nadzieję, że tym razem związek z WP będzie szczęśliwy, a Wy będziecie czuli się tu miło. To co, kawa już grzeje Wasze łapki i możecie czytać dalej?

Jako że mam sporo zaległości w posumowaniach postanowiłam, że zrobię wpis łączony o wszystkim – budżecie, włosach, innych sprawach. Po prostu będzie mniej szczegółów, rozpiszę się przy następnych podsumowaniach 🙂

WŁOSY

Jak niektórzy z Was pamiętają w sierpniu zaliczyłam przypadkowe, duże podcięcie -12 cm.  Moje włosy mierzyły po nim 60 cm od czoła (mierzone na sucho). Pod koniec września mogłam cieszyć się już długością włosów 64 cm od czoła i 55 od czubka głowy (mierzone na mokro).

W pielęgnacji za dużo się we wrześniu nie działo. Troszkę odpuściłam olejowanie, czego pożałowałam, produkty nowe się nie pojawiły (dopiero w październiku!), włosy układały się znośnie, zaprzyjaźniłam się też z koczkiem samuraja, bo uświadomiłam sobie, że dotąd tylko myślałam, że go robię:

BUDŻET

Tutaj było i bardzo dobrze i źle. Dlaczego? Generalnie wydatki zgodnie z planem, ale musieliśmy oddać samochód na przegląd, bo kilka razy zapaliła nam się kontrolka ABS. W zasadnie nie był to jednak wydatek niespodziewany, bo znając zużycie samochodu spodziewaliśmy się, że pora na lekki lifting. Dlatego wydaliśmy łącznie we wrześniu 3967,7 zł, a konkretnie:

wrzesień 2016.png

Jak widać auto kosztowało nas 828 zł, sama naprawa z robocizną 810 zł, reszta to myjnie i parkometry. Ciekawa jestem ile wyjdzie nas drugi rok użytkowania auta w porównaniu do pierwszego 😉 Ale przynajmniej transport względnie niewiele (bo D. był na urlopie :P).

Nasze pieniążki pożerają głównie rachunki. Gdyby nie auto czy ogólnie jakiejś dodatkowe wydatki to wychodzi, że na rachunki idzie niemal 50% wszystkich wydatków. Wynajmując mieszkanie nie jesteśmy jednak w stanie za wiele z tym zrobić. Gdzieś już chyba wspomniałam, że po latach wynajmowania pokoju na studiach, a później kawalerki, potrzebujemy nieco więcej przestrzeni głównie z uwagi na odwiedziny rodziców. Nie zrezygnujemy z tej wygody dla 100-200 zł. Gorączkowo jednak usiłuję podjąć decyzję GDZIE chcę żyć, bo czas myśleć o własnych czterech kątach…

O innych kategoriach rozpisywać się chyba nie ma co. Jedzenie w normie, jeśli chodzi o medyczne wydatki to nie bójcie się – nie pochorowaliśmy się, odhaczyłam (jakże subtelna aluzja do nowej nazwy bloga) kolejne wizyty u specjalistów, które były jednym z punktów do zrealizowania na ten rok. A, wydatki do domu – D. podczas urlopu zajął się balkonem.

We wrześniu znaleźliśmy też chwilę na kolejne udoskonalenie arkusza budżetowego, więc po przetestowaniu go w październiku – wszystko opiszę.

SLOW FASHION

Ostatnio mogliście zauważyć nową kategorię na blogu, poświęconą slow fashion. Nie będę się powtarzać i mówić o tym, jak to się u mnie zaczęło, więc wspomnę tylko, że niedługo pojawi się etap II, w którym będę analizować moją obecną garderobę. Bardziej przypomina to refleksję co zostało po tych wszystkich porządkach, ale powoli-powoli mam z czego się cieszyć.

P.S. I jak podoba wam się u mnie po remoncie?