Jeśli uwielbiasz dobrą organizację, jesteś duszą kreatywną, starasz się żyć eko i niczego nie marnować, albo po prostu szukasz hobby (tylko spokoje, wystarczy postawić check! chociaż przy jednym punkcie z tej listy) bullet journal może okazać się czymś, czego potrzebujesz. Nie mówię, że to łatwa droga. Sama do organizacji w bullet journalu podchodziłam trzy razy. Dziś pokażę, jak mój notes ewoluował i dlaczego jestem wielką fanką tej metody. To jak, ciepły kubeczek w dłoni, kołderka na nóżkach i możemy zaczynać?

O samych początkach mojej przygody z bulletem, jego zaletach i trackerach pisałam już wcześniej, więc zapraszam do wpisu o mojej organizacji w bullecie. Dziś chcę skupić się przede wszystkim na tym, co zmieniło się podczas pracy z trzecim, “właściwym” notesem i pokazać zdjęcia poszczególnych miesięcy 🙂

BULLET JOURNAL – MIESIĘCZNA I TYGODNIOWA STRONA 

Używanie bullet journala jest dla mnie rozwiązaniem ekologicznym, więc nie przeznaczam na stronę miesięczną całej kartki. Raczej nie wyżywam się tutaj kreatywnie, chociaż w wakacje czy mood trackerach widać elementy odbiegające od minimalizmu 😉 Obecny bullet prowadzę od czerwca w noteskie Moleskine w kropki, który uwielbiam <3 

Strona miesięczna to u mnie kombinacja: kalendarza, habit trackera, a czasami listy to do bądź mood trackera. Od listopada próbuję nieco inny układ, ale spodobał mi się na tyle, że w grudniu kontynuuję go. Już wcześniej wspominałam, że pracując na etacie nie potrzebuję ogromu miejsca na zadania związane z życiem prywatnym i blogowaniem. Dlatego nie tworzę dodatkowo widoku tygodniowego czy dziennego, chociaż nie byłabym sobą, gdybym ich nie wypróbowała! 

Powiem szczerze, że tygodniówki próbowałam używać podczas urlopów, wtedy jeszcze było jako tako wypełniałam je 🙂 No jaki inny kalendarz pozwoli na taką modyfikację układu jak bullet journal? Odpowiedź jest jedna – żaden!

BULLET JOURNAL – TRACKERY I LISTY

U mnie jest bardzo prosto, niemal każdy miesiąc liczy 2-3 strony. Najpierw strona główna, jak na zdjęciach wyżej. Kolejna już któryś miesiąc z rzędu podzielona jest na cztery części, które są moimi listami kontrolnymi. 

bullet journal grudzień

I wierzcie mi, że czasami na tym się kończy 🙂 Jako że w grudniu zdecydowałam się  na powrót do mood trackera z motywem zimowo-świątecznym, a kalendarz z zadaniami zajmuje dwie karki koło siebie – musiałam zagospodarować także trzecią stronę:

bullet journal grudzień

To, co widzicie po prawej to nic innego jak…  grudniowy habit tracker 🙂 Tak, w tym miesiącu nie będę stawiać kropeczek do zadań, celów, które sobie wyznaczyłam. Będę różne czynności każdego dnia wypisywać i zobaczę, co z tego wyjdzie!

BULLET JOURNAL – MOJE POCZĄTKI

No dobrze, teraz jestem dość zadowolona z wyglądu mojego organizera. Jest konsensusem między moją estetyką, a czasem, który chcę poświęcić na jego tworzenie. Ale początki, sięgające listopada 2016 roku, nie wyglądały tak zachwycająco…

bullet journal początki

Aż wstyd pokazywać, ale chcę powiedzieć, że wystarczy jedynie trochę chęci i cierpliwości, żeby bullet wyglądał tak, jak chcemy. Aktualnie planowanie kolejnego miesiąca to dla mnie chwila relaksu z ciepłym napojem, muzyką, serialem albo filmikiem na youtubie, więc zupełnie mi go nie szkoda. Teraz już nie mogę doczekać się uzupełniania kolejnych stron – w końcu nadchodzi Nowy Rok!