W grudniu leżałam pod kocem, bo pogoda nie zachęcała do niczego innego. W styczniu leżę i czytam książki, bo to moja nagroda za produktywność 😉 Regularniej ćwiczę, zaczęliśmy uczyć się z D. nowego języka, więcej piszę (poza blogiem, dla przyjemności, jak kiedyś). Staram się wyznaczać też czas offline, częściej spotykać się z rodziną, a dzięki Printu zaprojektowałam swoją pierwszą fotoksiążkę! 🙂 Ale po kolei…

#czytam 
Styczeń przyniósł mi kilka czytelniczych radości. Na książkę Artura Jabłońskiego Jak pisać, żeby chcieli czytać (i kupować) czekałam, hm… no dobra, chyba odkąd prowadził zajęcia na mojej specjalizacji copywriterskiej na studiach 😉 Solidna pozycja, skupiająca treści, które Artur przekazuje na co dzień na szkoleniach i na blogu. Druga książka to klasyka grozy – Stephen King i jego Ręka Mistrzów. Nie powiem, zawsze lubiłam Kinga, ale nigdy nie nazwałabym się jego “fanką”. Ot, była to dla mnie zawsze dobra lektura, trzymająca w napięciu. Czytanie Ręki Mistrzów było jednak czysto literacką przyjemnością. Inna sprawa, że uwielbiam, gdy książki opowiadają – oprócz głównej fabuły – o artystach, twórcach, a tak było właśnie tutaj. A skoro jesteśmy przy autotematyzmie – w końcu doczekałam się na swoją kolej w miejskiej bibliotece i wypożyczyłam Zapisane w wodzie Pauli Hawkins. Trochę dużo postaci, z punktu których została opowiedziana historia, co nie każdemu może pasować, ale trzyma w napięciu, a zakończenie mocne jak ból po uderzeniu w nerw łokciowy – czyli znów polecam 😉 Na koniec upolowałam w promocji e-booka Patrycji Gryciuk 450 stronCo prawda jej Trzy godziny ciszy, które czytałam w lipcu są lepsze, jednak polecam jako lekką lekturę.

#czuję się
Tak jak moje słówko na ten rok – flexible. Pracuję na etacie, dając z siebie przez pięć dni po 8h całe 100% zaangażowania (no dobra – bywa, że więcej niż 8h i będzie jakieś 120%). Później robię całą resztę – spojrzę na bloga, poćwiczę, siądę do nauki, coś posprzątam, coś ugotuję, kogoś odwiedzę, popiszę, napiję się kakałka i pooglądam, jak D. gra w Wiedźmina albo oglądamy jakiś serial. A weekendy mijają jak pięć minut. Czyli ulotnie. Długo zastanawiałam się, co z tym zrobić. Niby prowadzenie bullet journala daje pogląd, co robiliśmy, co czytałam, gdzie byłam, co kupiłam, ale wiecie, nie tworzy to wspomnień.

I wtedy z odsieczą napisało do mnie printu, któremu nawet przyświeca hasło “drukujemy emocje”, co bardzo mnie ujęło 🙂

#fotoksiążka printu i konkurs
Nie czuję się jak ryba w wodzie wstawiając kolejne zdjęcia na Instagram, nie umiemy z mężem udawać uśmiechu na zawołanie i szczerze mówiąc miałam wielką wątpliwość, czy posiadam w ogóle liczbę wspólnych zdjęć, z której uda się zaprojektować naszą pierwszą “rodzinną” fotoksiążkę. Na szczęście mąż raczej nie zagląda na mojego bloga, więc może nie wyda się, co planuję wręczyć mu na walentynki… Tak, wy pewnie już się domyślacie – właśnie nasze zdjęcia, a mówiąc językiem printu – nasze emocje, zapisane na zdjęciach w książce 🙂 Mój prezent na walentynki dla niego jeszcze w drodze, więc niestety jeszcze nie pokażę efektu. Ale tak wygląda panel projektowania:

fotoksiążka

Pracuje się na wybranym motywie z bazy lub pustym albumie, ale to polecam tylko zaawansowanym lub bardzo cierpliwym osobom 😉 Osobiście zdecydowałam się na gotowy motyw, wgrałam zdjęcia, dopasowałam napisy i… gotowe, można zamawiać! 🙂 

Czy jest na sali ktoś, komu serducho nie bije nieco mocniej, gdy pomyśli o takiej formie zdjęć? Spokojnie, razem z Printu mamy dla Was konkurs, w którym dwójka z was może wygrać własną fotoksiążkę! Akurat zdążycie zaprojektować i dostać ją jeszcze w połowie lutego – możecie stworzyć ją jako prezent na walentynki dla chłopaka, męża, drugiej połowy 🙂

Zadanie konkursowe: Napisz w komentarzu pod postem jakie emocje chcesz “schować” w swojej fotoksiążce? Koniecznie zostaw też swój e-mail! 

Regulamin: Konkurs trwa od 27.01.2018 r. do 31.01.2018 r., a wyniku zostaną podane na fanpag`u bloga najpóźniej 03.02.2018 r. Wybiorę dwie najbardziej ujmujące odpowiedzi, których autorzy zostaną nagrodzeni fotoksiążkami od Printu – 25×20 po 20 stron. Zastrzegam sobie prawo do odwołania konkursu z przyczyn ode mnie niezależnych! 

Tylko uważajcie – nie twórzcie swojej fotoksiążki na ostatnią chwilę, sama personalizacja (wybieranie kolorów, napisów, motywu) może zająć dłuższą chwilę, bo niemal wszystko zachwyca! A może macie już swoją pierwszą fotoksiążkę na półce? Planujecie kolejne? 

Ja tymczasem lecę odhaczyć kolejne rzeczy z mojej dzisiejszej listy to do – wieczorem czeka nas wieczór z planszówkami!

WYNIKI KONKURSU
Fotoksiążki powędrowały do Wiesi oraz Klaudii J. Gratuluję!

Dla mnie jako introwertyka obecność bloga w social mediach to nie lada wyzwanie.
Jednak będzie mi miło jeśli zechcesz śledzić nowe wpisy i zdjęcia na Facebooku oraz Instagramie.