Muszę przyznać, że mam mały kryzys związany z pisaniem postów. Może przez stres, który wynoszę z pracy oraz fakt, że za dwa dni odbieramy klucze do mieszkania i będzie trzeba już, zaraz podjąć wszelkie odwlekane decyzje związane z jego wykończeniem. Zamiast usiąść, napisać budżetowe podsumowanie stycznia – tudzież inny post z gotowej listy – pochłaniam kolejne książki. Dziś mąż przyniósł mi z biblioteki “Psychopaci są wśród nas”. Do tego mama nakarmiła najlepszą ogórkową świata i naleśnikami. Pod kocykiem więc najlepiej. 

WPISY, KTÓRYCH NIGDY NIE NAPISAŁAM

Wierząc innym blogerom powinnam właśnie na taką okazję mieć przygotowanych kilka luźniejszych postów. Nie twierdzę, że to zły pomysł, jednak aktualnie brak takich wśród moich szkiców. Pomyślałam więc, że mogę trochę przekornie załatwić wszystko jednym wpisem i zrobić listę postów, których nigdy na tym blogu nie napisałam:

1. co znajduje się w mojej kosmetyczce (ups, nie nie mam kosmetyczki, tzn. używam tylko w podróży, więc najczęściej stoi pusta);

2. trochę prywaty (ale czy może być coś bardziej prywatnego, niż dzielenie się miesięcznymi wydatkami, zdjęciami ze ślubu?);

3. parę słów o literaturze/recenzja (halo, czy ktoś na sali chciałby czytać mój filologiczny bełkot? zresztą Pan Wyciosany radzi sobie lepiej z pisaniem o niej w sposób przystępny, np. o horrorach dla dzieci);

4. lista aplikacji, których używam (hm, kalendarzyk dla kobiet, o całej reszcie zapominam po dwóch dniach od instalacji);

5. lista rzeczy, które pomagają mi w codzienności (zbyt monotonnie – bullet, kawa, książki);

6. jak ugryźć social media (niestety, jestem na bakier);

7. jak ćwiczyć swoją kreatywność (jestem pasjonatem dydaktyki twórczości i o tym mówię mówić godzinami – czułabym się źle sprowadzając temat do krótkiego poradnika).

Uśmiechnijcie się do mnie i dajcie znać, jakich postów Wy nigdy nie napisaliście?