Jestem strasznie zmęczona (a weekend już się kończy!), do tego przeziębiona, ale obiecałam sobie, że muszę dziś rozprawić się z finansowym podsumowaniem stycznia. Ostatnio w ogóle nie odczuwam czasu – tzn. nie wierzę, że tydzień za tygodniem mija tak szybko. A czas będzie leciał jeszcze szybciej, bo w końcu oficjalnie odebraliśmy klucze od mieszkania – także trzeba brać się do roboty!

Dla przypomnienia bądź nowych gości: prezentowany budżet dotyczy młodego małżeństwa przed 30-tką, mieszkającego w średniej wielkości mieście (a w zasadzie od kilku miesięcy pod miastem, u rodziców – do czasu aż nasze mieszkanie nie zostanie wybudowane i wykończone). Dużo się u nas dzieje – od przeprowadzek po zmiany zawodowe, bo ciągle szukamy możliwości rozwoju. Prowadzenie budżetu domowego jest dla nas sposobem na oszczędzanie.

Teoretycznie nie udało nam się w styczniu zmieścić w budżecie, ale to tylko teoria, w praktyce wyjdzie tylko kilkanaście złotych na minus, ale już zaraz wszystko wyjaśnię 🙂 Jak widać w styczniu wydaliśmy 1918 zł, a jedna kategoria – ubiór – rzuca się w oczy. Ale spokojnie, to wszystko przez zakupy internetowe i część kwoty będzie zwrócona! 

Rachunki. Miesiąc temu pisałam, że mój D. chyba zapomniał opłacić rachunek za telefon. Okazało się, że po prostu faktura – chyba przez okres świąteczny – przyszła później, więc obie zostały opłacone już w styczniu. Oprócz tego ubezpieczenie męża.

Za miesiąc nasze koszty w tej kategorii mogą wzrosnąć, bo mamy podpisane już umowy ze wszystkimi dostawcami mediów. W piątek mieliśmy zacząć ogrzewać nasze mieszkanie, ale okazało się, że piecyk… nie działa. We wtorek zostanie wymieniony przez dewelopera. Niestety hydraulik zdążył już wpuścić wodę do naszego ogrzewania podłogowego, więc do wtorku musimy dogrzewać mieszkanie grzejnikami elektrycznymi – żeby czasami wpuszczona woda nie zamarzła i nie narobiła większych kłopotów… Tak, te kilka dni może nas sporo kosztować 😉 

Transport. Standardowo. Dopóki nie będziemy “na swoim” ciężko będzie zminimalizować wydatek na paliwo – oprócz dojazdów do pracy czy sklepu, coraz częściej bywamy w naszym nowym mieszkaniu. 

Jedzenie. Codzienne – 196,6 zł; napoje – 6 zł; fastfood – 82,6 zł; słodycze – 17 zł; alkohol – 3 zł; wyjścia – 25,1 zł. W styczniu robiliśmy niewiele zakupów. Moja mama przeszła na emeryturę i teraz “rządzi” w kuchni 😉 Ciężko będzie się odzwyczaić od tych pysznych obiadków codziennie po pracy <3 Podejrzewam, że od marca coraz więcej popołudni będziemy również spędzać w nowym mieszkaniu bądź na zakupach związanych z remontem, więc stołować będziemy się “na szybko”. Ale zobaczymy, jak to wyjdzie. 

Higiena. Odkryłam, że mogę zrobić zakupy online w Rossmanie i odebrać je stacjonarnie 😀 Zdecydowałam się więc na większe zakupy – przejrzałam, co się kończy, zamówiłam za jednym razem i odebrałam paczkę przy okazji. Póki co jestem zachwycona taką opcją (mąż też, bo nie czeka, aż znajdę/wybiorę maskę do włosów :D). 

Ubiór. Jak wspomniałam – zakupy przez internet. Muszę przyznać, że częściowo jest to wynikiem mojego kiepskiego humoru w tym zimowym, szarym okresie. A po wtóre namiętnie porządkuję swoje rzeczy i musiałam kupić coś w miejsce tych, które “wyrzuciłam”. Fakt, że zwracam uwagę na skład nic nie ułatwia, bo już dwa razy ze stacjonarnych zakupów wróciłam bez niczego – dlatego zdecydowałam się na Zalando, bo wiem, że bez problemu mogę potem zwrócić niepasujące rzeczy. W moim wypadku do zwrotu będą dwie bluzki i spodnie za 276,6 zł. Tylko muszę się zmobilizować i przeklikać 😉 

Rozrywka. Tradycyjnie wybraliśmy się na Gwizdne Wojny. Ale muszę przyznać, że coraz mniej lubię kino… Oprócz tego kilka e-booków (tyyyyle promocji było) i jedna papierowa książka za “całe” 3,7 zł – likwidacja Matrasa. I jakaś prasa. 

Prezenty. Jedne urodziny w rodzinie i wsparcie WOŚP.

Auto. Przegląd, “płachta” na szybę na zimę, odmrażacz do zamka i opłaty za parking. 

Inne. Poczta, bateria do zegarka męża, top do hybryd.

Z sukcesów – nie wydaliśmy nic w kategorii “medyczne”, ale nie chcę się za bardzo cieszyć, bo piszę kichając, z bolącym gardłem, patrząc na straszna pluchę za oknem… Brrr! Zaraz jednak wezmę ciepły prysznic, trochę się pojoguję – jeśli dam radę, zjem coś odżywczego na ciepło  i usadowię się w łóżku z  mlekiem z kurkumą 😉 

I tak nam się ten nowy rok rozpoczął – z samymi zapowiedziami zmian 🙂 Trzymajcie kciuki, żebyśmy w tym całym zamieszaniu nie rzucili w kąt wszystkich rachunków!