Miałam zupełnie inne plany na marzec, niż cisza. Za to ten wpis może wyjść dość długi. Ale proszę – nie uciekaj! Muszę się wyżalić, a i porady wnętrzarskie mi się przydadzą… Słowem wstępu – w pierwszych dniach marca byłam hiper aktywna: dwa wydarzenia kulturalne, wypad do Ikea, wiosenne porządki mieszkaniowe, do tego nadgodziny w pracy. Zwyczajnie brakowało mi czasu na wpisy, które w pierwszej połowie marca planowałam – finansowe podsumowanie lutego czy setną notkę na blogu.

 

Szkoda Skody – wypadek

A później jeszcze bardziej się namieszało, bo mąż wracając z pracy miał mały wypadek. Miał ogromne szczęście i nic mu się nie stało, choć zdarzenie było poważne… W terenie niezabudowanym kobieta jadąca z przeciwka straciła panowanie nad samochodem na zakręcie i zjechała na jego pas. Szczęśliwie udało mu się szybko ocenić sytuację, “uciec” i nie dopuścić do zderzenia czołowego, które mogłoby skończyć się tragicznie. Zjechał na jej pas, wjechał do rowu ze ścieżką dla pieszych, którą na szczęście nikt nie szedł, a później jeszcze spadł ze skarpy parę metrów niżej i jakimś cudem ominęło go nawet zderzenie z drzewem. 

Na pierwszym zdjęciu widać deszczowe warunki pogodowe i spad rowu ze ścieżką dla pieszych oraz rowerów. Następnie małą skarpę za chodnikiem, pod którą wylądowała nasza Skoda. Samochód niby nie jest w najgorszym stanie, ale zapowiedziano nam, że prawdopodobnie nikt nie podejmie się naprawy – oberwał przód, czyli wszystkie układy, silnik… 

Wierzcie mi, na żywo wygląda wszystko dużo gorzej. Kobieta przyjęła mandat od policji, mąż już załatwia wszystko z likwidatorem szkód, ale nie mam pojęcia, ile zajmą formalności i co z nich wyniknie. Może pamiętacie, że nie mamy dobrych przygód z firmami ubezpieczeniowymi, dopłacaliśmy do naprawy po stłuczce również nie z naszej winy. Obie sytuacje miały miejsce 13-tego, taka ironia losu 😉 Tyle że teraz perspektywa jest gorsza niż dołożenie tysiąca do naprawy. Pomijam już fakt, że samochód był świeżo po przeglądzie, a nawet wymianie wszelkich olejów oraz rozrządu

Musiałam się wyżalić, ale pewnie jeszcze usłyszycie dalszy ciąg historii – chociażby z perspektywy prezentowanych co miesiąc wydatków. A skoro o finansach mowa… 

 

Budżetowe podsumowanie lutego

Strasznie nudny był nasz luty finansowo. Jeszcze nudniejszy niż styczeń. Do tego stopnia, że chyba pierwszy raz pominę wykres. I być może na chwilę, dopóki nie wprowadzimy się na swoje zrobię sobie od nich przerwę, bo aktualnie straciło to sens 😉 Nie oszukujmy się – mieszkając z rodzicami, odkładając na remont i wyposażenie, nie ponosimy zbyt wiele kosztów. 

Na odnotowanie zasługuje fakt, że niewiele wydaliśmy na różne “śmieci” jedzeniowe: alkohol – 3 zł, słodycze – 31 zł, fastfood – 42,3 zł, napoje – 8,3 zł.

Reszta bez większych zmian, chociaż trochę sporo było opłat za parkometr pod męża pracą. 

Byłam też na siebie zła, po przez niższe wydatki zupełnie nie zauważyłam, że nie zrobiłam operacji na kwotę, która zwalnia mnie z miesięcznej opłaty za kartę bankową. Pewnie wiecie o co chodzi 😉 I tak zapłaciłam 6,9 zł za coś, czego staram się pilnować. 

 

Mieszkaniowo

Słuchajcie, potrzebuję porady! Zdecydowaliśmy, że spróbujemy się zmierzyć z kuchnią Ikea. Wiem, że opinie są różne, jednak ja jestem absolutnie zakochana w ich realizacjach, a możliwość stworzenia s w o j e g o projektu i zabawa w montaż (brat ma już wprawę!) po prostu mnie zachwyca. 

Nie jest to pełen projekt, z bajerami, całą otoczką. Nie chcę tak od razu wszystkiego zdradzać! 😉 Mniej więcej widzi nam się kuchnia, którą widzieliście wiele razy – białe fronty, drewniane blaty. Muszę dodać, że w naszym wypadku jest to kompromis między moimi, a męża upodobaniami. 

Rzućcie proszę okiem na grafiki (ja tylko dodam, że kran będzie mniej więcej w rogu) i doradźcie:
1. Czy okap (a w zasadzie pochłaniacz, ale dlaczego – stworzę w swoim czasie stosowny wpis) zostawić wolnostojący czy przestrzenniej byłoby dodać jeszcze jedną szafkę i pod nią wbudować pochłaniacz?
2. Czy nie przeszkadzają wizualnie dwie otwarte szafki?
3. Dodalibyście szafkę nad lodówkę? 
4. Prawdopodobnie szafki zostawimy tak, jak na projekcie, bez zabudowania ich po sam sufit. Wynika to z faktu, że w rogu, w kącie kuchni jest kratka wentylacyjna. Byłoby problematyczne – chociaż wykonalne – takie zaaranżowanie przestrzeni, żeby zapewnić dobrą cyrkulację powietrza. Pomijając ten aspekt – czy w takiej kuchni pociągnęlibyście szafki do samej góry? 😉 

Mam nadzieję, że podzielicie się swoją opinią, bo zdania w naszej rodzinie są podzielone 😛 Na prawo dojdzie kanapa, a na pierwszym planie niewielki stół z krzesłami. 

A tymczasem idę ogarnąć siebie i swoją rzeczywistość – mam nadzieję, że niedługo wrócę “do formy” 😉