Ahoj! Nadal nie udało mi się wrócić do mojej blogowej aktualności, bo rzeczywistość przytłacza obowiązkami. W pracy braki kadrowe, więc bodaj już ponad miesiąc wychodzę dzień w dzień po nadgodzinach. Do mieszkania fachowiec jeszcze nie wszedł, bo miał awarię na poprzedniej robocie (stryszek się zawalił), a doglądać, ustalać, płacić rachunki trzeba ;). Wypłata z ubezpieczenia za samochód po wypadku dotarła, rozglądamy się za nowym, ale pewnie poświęcę temu osobny wpis. W międzyczasie wpadłam na sekundę wstawić już prawie zaległe podsumowanie finansowe za marzec.

Dla przypomnienia bądź nowych gości: prezentowany budżet dotyczy młodego małżeństwa przed 30-tką, mieszkającego w średniej wielkości mieście (a w zasadzie od kilku miesięcy pod miastem, u rodziców – do czasu aż nasze mieszkanie nie zostanie wybudowane i wykończone). Dużo się u nas dzieje – od przeprowadzek po zmiany zawodowe, bo ciągle szukamy możliwości rozwoju. Prowadzenie budżetu domowego jest dla nas sposobem na oszczędzanie.

Cóż… mówiłam, że w lutym wydaliśmy niewiele? Tłumaczyłam się brakiem czasu, humoru i mieszkaniem z rodzicami? Ha, marzec wyszedł jeszcze skromniej. Serio, my chyba ostatnio żyjemy w jakiejś innej czasoprzestrzeni. Chociaż już od kwietnia zaczynamy płacić pierwsze rachunki związane z mieszkaniem, więc będzie coraz więcej 🙂

Jak pisałam ostatnio – chwilowo rezygnuję z wykresu. Wrócę do niego pewnie w okolicy wakacji, gdy zamieszkamy w swoim mieszkaniu. Kwiecień płynie tak szybko, że nawet nie zaznaczyłam go w moim bullecie… Pracuję, śpię albo robię, to co już muszę zrobić (np. złożyć zeznanie podatkowe, wietrzyć nowe mieszkanie, wybierać fugi).

W marcu prawie każda kategoria “na plus”. Jedynie auto ostatnio jest dla nas pechowe – mąż dostał pierwszy w życiu mandat (100 zł). Jadąc któregoś ranka do Ikei zastępczym autem się zagadaliśmy i nie zauważył, że jeszcze jest na terenie zabudowanym. Inne auto, z lepszym silnikiem, zmęczenie po różnych wydarzeniach i o dziwo ja też tego nie wyłapałam, a zazwyczaj jęczę przy każdym 5 km/h więcej 😛

Nie imają się nas ostatnio choroby, nie kupujemy ubrań, nasza rozrywka ogranicza się do próbnego miesiąca w Netflixie. Nawet “inne” to zrzutka na czajnik w pracy i kołnierz dla męża po wypadku, żeby na wszelki wypadek usztywnił obolały kark.

Mam nadzieję, że po majówce wszystko będzie bardziej ułożone i będę zaglądać częściej!