Poczuliście już wiosnę? Ja pomimo dalszych zawirowań w pracy (braki kadrowe = nadgodziny) starałam się choć w weekendy ruszyć i popatrzeć na zieleń czy słońce. Resztę czasu pochłaniał sen i rutyna w postaci przygotowania posiłków 😉 Ledwo mam siły na serial wieczorem czy uzupełnienie budżetu, więc niestety blogowa aktywność ucichła. Żebym chociaż była entuzjastą fotografii, to mogłabym wstawić zdjęcia i pokazać, jaką piękną nową kawiarnię z pysznymi lodami otworzyli w Słupsku, albo zgłodnieć przy fotografii lecza, które ostatnio zrobiliśmy i pałaszowaliśmy… 😉 No dobra, udało mi się uwiecznić całe dwa momenty.

baszta słupsk

Urocza baszta czarownic w Słupsku, nad rzeką, gdzie udało nam się zajrzeć na wystawę fotografii. Sama wspominam ten budynek z sentymentem, kiedy w gimnazjum chodziłam tam podczas ferii zimowych na warsztaty twórcze. Malowaliśmy, robiliśmy kompozycje i siedzieliśmy w oknach, patrząc na rzekę i śnieg. Tak, to jeszcze była jedna z tych prawdziwych zim.

Mieszkaniowo

Miałam nadzieję, że majówkę będę spędzać na montowaniu kuchni z Ikei – ciesząc się i denerwując równocześnie. Mając już wykończoną łazienkę i relację fotograficzną dla was. Niestety opóźnienie naszej ekipy przeciągnęło się o miesiąc. Staramy się patrzeć na plusy – mieszkanie się wietrzy, ściany odpoczywają, sufit dosycha. Ale wiecie, stres jest, bo terminy reklamacji np. kuchni uciekną po 100 dniach. Zresztą najzwyczajniej w świecie chcielibyśmy już być u siebie. Tym bardziej, że ostatnio zmierzyłam, że z pracy do mieszkania dojdę w 15 minut, a teraz mam 10 km 😛 Mąż też chętnie wsiadłby na rower i śmignął do radia.

Samochodowo 

Nadal nie mamy samochodu. Jeździmy użyczonym od mojego taty, ale temat poszukiwań już nas irytuje. Gdy prawie trzy lata temu szukaliśmy pierwszego samochodu było dużo więcej ofert, zwłaszcza prywatnych. Teraz to głównie komisy, auta sprowadzane, często uszkodzone. Fakt, słyszeliśmy opinie mówiące, że po 500+ rynek aut około 10-letnich, w jakie celujemy, jest pusty, ale dopiero odczuliśmy to na własnej skórze. Mamy nadzieję, że to tylko chwilowy przestój i coś ekonomicznego znajdziemy. Na gwałt nie potrzebujemy, ale bez samochodu ciężko nam się obyć – w naszej lokalizacji jeszcze nie ma dostępu do autobusów (miasto nie nadąża za rozbudową obrzeży), i po prostu chcemy mieć swobodę odwiedzania rodziny, pojechania nad morze czy gdziekolwiek indziej w dowolnym momencie.

Rozwojowo

Od połowy marca moja aktywność była bliska zeru. Zarówno fizyczna, jak i umysłowa. Dzięki majówce poczyniłam chociaż postęp w postaci zorganizowania się w bullecie. Daję sobie jeszcze kilka dni, aż moje zatoki znów będą drożne, a nos przestanie udawać pomidora i mam nadzieję, że słońce pobudzi mnie do działania. Póki co stawiam na małe aktywności i poniedziałek przywitałam pysznym bento do pracy:

Raczej nie chwalę się moim talerzem, zanim pomyślę o sfotografowaniu jedzenia, po prostu je pochłaniam 😉 Ale od kilku miesięcy staram się chociaż 2-3 razy w tygodniu zabierać do pracy coś innego niż kanapki. Całość utrudnia fakt, że niestety nie mam w biurze dostępu do mikrofalówki, więc odpadają wszelkie zupki, a np. tortille i inne dania z mięskiem muszę jeść na zimno. Zazwyczaj jest to mieszanka warzyw z jakąś kaszą. Dziś akurat jadłam wytrawne muffiny z szybką mieszanką: pomidor, rzodkiewka, sałata (te dwie ostatnie już z ogródka!) oraz pieczona owsianka z bananem, cynamonem i jagodami, którą robię zdecydowanie za rzadko! Jeśli macie jakieś pomysły na dania do jedzenia na zimno do lunchboxu – koniecznie dajcie znać.

Majówka

W majówkę niestety nie odpoczęłam. Cały tydzień pracowałam w kratkę, w dodatku walczę z paskudnym przeziębieniem/alergią, więc po pracy leżę w łóżku i próbuję dojść do siebie. W zasadzie dopiero dziś czuję się lepiej 😉

 

Tymczasem do następnego, za kilka dni pojawi się finansowe podsumowanie kwietnia!