Pewnie za dużo ciążowych wpisów nie doświadczycie na moim blogu (priorytetem będą kwestie budżetowe, może wspomnę coś o wyprawce – konkretnych wyborach, których dokonamy), jednak pomyślałam, że skoro wchodzę w trzeci trymestr mogę spisać kilka moich dotychczasowych przemyśleniach, trochę z przymrużeniem oka… 😉 Sama chętnie wrócę do tego wpisu w przyszłości. 

*

Wmawiam sobie, że to zupełnie normalne, że pierwszą rzeczą po wyjściu z l4 od lekarza było wykupienie abonamentu w Netflixie. I pierwszej z ostatnich paczek chipsów w ciąży.

*

Dopóki nie zaszłam w ciążę spotykałam się ze stereotypem, że ten stan zmienia. Każda kobieta staje się humorzasta, bardziej wrażliwa, wpada w szał zakupowy na zmianę z paniką, wzdycha nad swoją “fasolką” i ogólnie żyje w innym świecie. Cóż… dziecię nazywam zazwyczaj per dziecię, imieniem bądź kosmitą, bo dokładnie tak wyszedł na jednym z USG. A reszta… ok, czasami się zamotam, czasami jestem wkurzona albo smutna, ale nie wydaje mi się, żeby bardziej niż wcześniej. W końcu jak mąż trzy tygodnie obiecuje, że skosi trawnik to ciężarna czy nie, kobieta w końcu się wkurzy i dosadnie powie, co myśli. I nie, nie jest to wynikiem hormonów, drogi mężu.

*

Okej, ale zaczynając trzeci trymestr trzeba już przewidywać swoją garderobę. Bo po prostu można się już w wiele rzeczy nie zmieścić. Ostatnia nadzieja w nadchodzącej jesieni i bluzach, sweterkach oversize. Mówiłam, że są idealne!

*

Mimo że osobiście nie cierpię podczas ciąży jakoś szczególnie (nie mam obrzęków, ani razu nie wymiotowałam, wyniki morfologii jeszcze nie poleciały tak bardzo jak mogły) i wymiękłam dopiero przez wielotygodniowe upały, gdzie lekarstwem było zaszycie się w chłodnym domu z dużą ilością wody – cieszę się, że coraz więcej mówi się o zachowaniu wobec kobiet ciężarnych. Bo nawet gdy znosi się ciążę dość dobrze to pęcherza i kopnięć w niego się nie oszuka. Więc jestem wdzięczna wszystkim osobom, które gdzieś mnie dostrzegły w momencie, kiedy zastanawiałam się czy iść szukać łazienki, czy stać w tej kolejce. 

*

Ale supermarkety rządzą się swoimi prawami. Jeśli jest tabun ludzi, a w Biedronce otwarta jedna czy dwie kasy to nikt Cię nie zauważy i tylko podbiegnie z tyłu kolejki o trzech zakrętach, żeby wbić się przed Ciebie i twoją butelkę wody. 

*

Ciocie czy babcie mogą być bardziej niebezpieczne niż pominięcie kilku witamin.

I w związku z tym wydaje mi się, że ktoś mądry, kto zna się na rzeczy powinien pomyśleć o ulotce do kampanii przeciwko stereotypom, którą ciężarna mogłaby wręczać każdej osobie, która:
– będzie wyrokować płeć dziecka po kształcie brzucha lub stanie cery i ogólnego wyglądu;
– będzie namawiać do jedzenia za dwoje;
– będzie mówić, że dziecko urodzi się np. bez nogi, bo się skraca spodnie metodą “na sobie” (nawet jak już jest widoczna na USG, hue, hue);
– wzdychać do twojej “porządności”, bo odmawiasz nawet jednego łyka szampana (a łudziłam się, że już każdy słyszał o FAS…);
– i tu można wstawić pewnie wiele innych historii, które mnie osobiście przerażają. 

*

Dzieć jak już zaczął kopać na dobre to mam wrażenie, że nie przestaje, więc zastanawiam się, czy nie rośnie nam jakiś maratończyk. Dobrze, że jednak zdecydowaliśmy się na skrawek ogródka, jak znalazł na pierwsze treningi 😉

*

To, że jako pierwsze dla F. zamawiasz książeczki, na które nie będzie gotowy jeszcze przez wiele miesięcy nie oznacza, że coś z tobą nie tak. Po prostu wiesz, że wózek czy body i tak kupisz, jednak prędzej czy później pozbędziesz się ich, a tych akurat książek – może nigdy. 

*

Ciąża zafundowała mi niepowtarzalną wycieczkę w życiu, podczas której czułam się jak z odcinka serialu “Chirurdzy”, który namiętnie oglądałam podczas studiów (jako nagrodzę za pilną naukę podczas sesji, oczywiście). Moja szkoła rodzenia organizuje bowiem oglądanie porodówki, więc tak sobie dreptaliśmy prawie półtora godziny w kilkanaście osób (Pań z brzuszkami oraz ich Panami) za przemiłą panią neonatolog ku zdziwieniu wszystkim, którzy widzieli nas wchodzących bądź wychodzących ze zwiedzania (w moim mieście do i z porodówki dostać trzeba się przez prawie zawsze przepełniony SOR). Panowie mogli nawet degustować gaz, który ma uśmierzyć nasz ból podczas porodu. 

*

Prędzej czy później, jeśli jesteś użytkownikiem Facebooka, dołączysz do lokalnej grupy dla mam. To prawie tak, jakbyś umówiła się na kawę z koleżanką – w końcu wiesz, gdzie są najtańsze szczepionki czy promocje na pampersy, które zaczniesz kupować za dwa miesiące; jaki lekarz ma dziś dyżur w opiece nocnej i poznasz menu w przedszkolach na najbliższy tydzień. Kto wie, może za parę tygodni dasz się pokroić za taką wiedzę.

*

Możesz przeczytać, że zostałaś chimerą. Jak każda kobieta w ciąży. Bowiem komórki swojego dziecka nosi się do końca życia. How coll is that?

*

Generalnie w ciąży życie toczy się po staremu, tylko ty prędzej czy później lądujesz w domu i sprzątasz, gotujesz, chodzisz na badania i do szkoły rodzenia w rytm kopnięć i innych sztuczek akrobatycznych w twoim brzuchu, które ciężko sobie wyobrazić. Bliscy niekoniecznie dzwonią dzień w dzień z pytaniami, jak się czujesz. W pracy powoli o tobie zapominają. A mąż nadal jest mężem, który zamiast kosić trawę, czytać rady dotyczące fotelików samochodowych dla potomka, tudzież myć okna, zamienia się w wolnej chwili w Wiedźmina polującego na utopce i inne strzygi. 

Teraz zobaczymy, jaki scenariusz przyniesie ostatni trymestr. Może sama stanę się jak wiedźminowski stwór.