Październik kończyłam będąc w 34 tygodniu ciąży, a to już poważna sprawa 🙂 Dlatego większość działań dotyczyło spraw dzieciowych. Muszę przyznać, że mam coraz mniej energii, co oznacza konieczność dobrej organizacji czasu. Jeśli za bardzo dam sobie w kość od rana, to po 13.00 już nic nie zrobię, bo brzuch robi się za ciężki, a plecy pobolewają, jakbym dźwigała x-kilogramowy worek 😉

Czekam na… 
dzień w dzień patrzę tylko, co mogę zrobić, żeby odhaczyć kolejną rzecz z listy to do. Dlatego mało było mnie na blogu. Jeszcze nie czekam na pojawienie się F. – lepiej nich rośnie i się rozwija, a nam da czas na ogarnięcie jak największej liczby spraw w mieszkaniu, po co ma potem słuchać wiercenia albo krzyczącego na młotek taty… 🙂 

Czuję się…
zorganizowana i coraz bardziej zadowolona z naszego mieszkania, wyborów i staram się absolutnie na nic nie nastawiać, bo wiem, że zaraz niewiele będzie od nas zależało w tej codziennej rutynie 😉 Trochę męczy mnie jednak wybór tych wszystkich dziecięcych rzeczy. Ile trzeba się naczytać, żeby bezpieczny fotelik wybrać… A najgorzej wózek, bo ten chcemy odkupić używany, więc jesteśmy ograniczeni tym, co wisi w ogłoszeniach. 

Chciałabym…
wiedzieć, kiedy urodzę 😀 Bo termin terminem, ale zawsze można tydzień wcześniej, tydzień później, a i do tego czasu może coś się jeszcze wydarzyć… I bądź tu człowieku mądrym, ile masz jeszcze dni na ogarnięcie rzeczywistości czy podjęcie niektórych decyzji 😉 Co prawda mogę być raczej pewna, że święta będziemy spędzać w domu już w trójkę, więc zawsze coś. Może zdążę nawet upiec pierniczki? Dajcie znać, jeśli macie jakiś sprawdzony przepis, bo ja swój chyba gdzieś posiałam!

Pracuję nad…
mogę powiedzieć, że jesteśmy gotowi wyprawkowo. Te kilka rzeczy do załatwienia wiele nie zmieni, więc zdążymy na spokojnie w listopadowych tygodniach. Oprócz tego piszę dla Was kilka wpisów na raz. Mam obsuwę, bo jeśli chodzi o dalsze części remontowe to czekam, aż mi mąż jeszcze to i tamto dokończy, żeby porobić zdjęcia. W tym miesiącu zamówiliśmy też w końcu suszarkę bębnową na pranie, więc pewnie pojawi się recenzja. A budżet, wiadomo, pewnie za kilka dni, jak co miesiąc 🙂 

 

Ulubieńcy października

 

Cóż, zaprzyjaźniłam się z naszą suszarką bębnową. Pokochałam jeszcze bardziej zakupy internetowe, i smutno mi, że w moim mieście kuleje dowóz online z typowych supermarketów. Ah, i moja nowa jedzeniowa miłość… domowy słony karmel. Idealny jako polewa do ciasta (np. sernika <3), dodatek do kawy, albo… polewa na popcorn. Przepadłam. 

 

Co się we wrześniu udało

 

  •  nieplanowanie “wywaliłam” z szafy kilkadziesiąt ubrań (po ciąży pewnie jeszcze coś z niej wyjdzie, ale spodni już zupełnie nie miałam jak zmierzyć); co więcej, te, które nie poszły na szmatki sukcesywnie sprzedaję (nawet po parę złotych, przy okazji to coś nowego dla mnie, bo dotąd raczej nic nie wystawiałam np. na olx i dopiero uczę się, jak to funkcjonuje);
  • zadbałam o bezpieczeństwo w sieci i pozmieniałam większość haseł, bo dotąd robiłam to zdecydowanie za rzadko (a Ty, kiedy ostatnio?);
  • wsparłam lokalną placówkę oddając punkty w aplikacji Rossman;
  • ogarnęliśmy jako tako nasz schowek;
  • byłam na przeglądzie u dentysty;
  • umówiłam się do okulisty (na feralnego 12.11, ciekawe czy nie odwołają :D);
  • wybrałam położną, która będzie przychodzić po porodzie;
  • byliśmy na ostatnim dłuższym wyjeździe, czyli odwiedziliśmy teściów;
  • wypróbowałam nowe przepisy oczywiście, większość udanych (sernik dyniowy, koncentrat bulionu, wspomniany słony karmel), ale np. zdrowe kiszonki to jednak nie moja bajka (próbowałam zagospodarować resztki brokuła);
  • stawiam mimo ciąży na rozwój i chociaż mozolnie mi idzie wygospodarowanie na to czasu już teraz, łudzę się, że jakoś przy wsparciu męża po urodzeniu dziecka uda się chociaż raz na jakiś czas przysiąść do szlifowania nowych umiejętności.

Zrezygnowaliśmy za to z “parapetówki”, bo po prostu wszyscy teraz żyjemy w takim tempie, że nawet jak ktoś z rodziny ma imieniny, to się mijamy przy stole… Taki rok. Odpuściliśmy też sobie typową sesję brzuszkową. Mimo początkowej ciekawości – jakoś nie odczuwamy takiej potrzeby. Wystarczy te kilka zdjęć, które pstryka mi mąż pod ścianą (chociaż zaczęłam zaprzyjaźniać się z samowyzwalaczem, trzeba być niezależnym) 🙂

 

Do zrealizowania w listopadzie:

 

  • przejrzeć dokumenty i ew. je uporządkować, bo po ślubie jeszcze tego “na nowo” nie ogarnęliśmy;
  • dokończyć zaczęte wpisy na bloga;
  • spakować do końca walizkę do szpitala i porodu;
  • odwiedzić bank i zmienić dane;
  • zrobić/kupić karmnik;
  • zamontować karnisze do zasłon;
  • wybrać ostatecznie miejsce na łóżeczko i kosz mojżesza (nie mam pojęcia, co lepiej sprawdzi się w sypialni, gdzie będę maluszka odkładać w ciągu dnia…);
  • zamówić choć kilka dekoracji, bo ściany nadal puste i przydałoby się więcej naszego klimatu. 

 

Ciągle pracuję nad większą aktywnością na Facebooku oraz Instagramie, więc jeśli zechcesz śledzić mnie również tam będę miała większą motywację do działania 🙂 

 

A jak minął wasz październik i jakie macie plany na listopad? 😉