Oprócz blogerów i ludzi z różnych facebookowych grup nie znam na żywo nikogo, kto posiadałby suszarkę bębnową. W moim otoczeniu jest to więc sprzęt wciąż budzący wiele wątpliwości: czy suszarka bębnowa nie wygniecie ubrań? czy nie zniszczy, nie skurczy ulubionej garderoby? A może niebotycznie podbije nasze rachunki, w dodatku zaraz się popsuje? Cóż, nie na wszystkie odpowiedzi znam odpowiedź, ale u nas okazała się zgranym z nami kompanem. Do tego stopnia, że siostra parę dni później również pobiegła do sklepu 😉

 

DLACZEGO KUPILIŚMY SUSZARKĘ BĘBNOWĄ

 

Głównym powodem jest fakt, że nie lubię wilgoci w mieszkaniu, która zresztą źle wpływa na nasze zdrowie i szkoda byłoby mi już pierwszej zimy zawilgocić nasze całkiem świeże mury suszącym się praniem. Druga sprawa – decydując się na mieszkanie 54m2 wiedzieliśmy, że nie będziemy mieli gdzie rozstawić suszarki, żeby nie przeszkadzała przy codziennym użytkowaniu (do wyboru byłby salon z aneksem albo biuro połączone z pokojem dziecięcym, ew. jakiś plastikowy stelaż nad wanną, także ten…). Może jakoś byśmy to przełknęli przy standardowym trybie życia, kiedy wychodzi się na 8-12 h do pracy, a pranie w tym czasie się suszy, ale w sytuacji, gdy sporo pracuje się zdalnie i siedzi z maluszkiem w domu – sprawa nie wygląda już tak różowo. Dodatkowo ciągle dążę do minimalistycznej garderoby i nie posiadania zbyt wielu rzeczy, więc korzystając z suszarki w okresie jesienno-zimowym niejako rozwiązuję problem prania (jak ktoś chce mieć np. kilka/kilkanaście a nie kilkadziesiąt bluzek to ciężko uzbierać pełen wkład pralki, a potem czekać aż to wszystko wyschnie). Ostatnia sprawa – niedługo pojawi się trzeci członek naszej rodziny, a to głównie od mam nasłuchałam się, że suszarka przy dzieciach to nawet lepszy wynalazek niż zmywarka, co zabrzmiało bardzo motywująco. Zwłaszcza, że rozważam korzystanie z pieluch wielorazowych 🙂

 

NASZ WYBÓR

 

Zdecydowaliśmy się na wydaję mi się dość popularny model Electrolux EW8H458BP PerfectCare, bo ma dobre opinie w sieci, a po porównaniu ceny do klasy i zużycia prądu był tym racjonalnym wyborem w naszej półce cenowej. Nie chcieliśmy na pierwszą suszarkę wydać więcej, a nie chcieliśmy też kupować czegoś niższej klasy, co znacząco odbiłoby się na rachunkach za prąd. Cena tego modelu już od jakiegoś czasu utrzymuje się koło 2400 zł, ale niedługo – nie zapomnijmy – będzie black friday, więc jeśli jesteście zdecydowani na zakup, warto upatrzyć sobie któryś model i poczekać, może cena faktycznie będzie atrakcyjna 🙂

 

MINUSY

 

  • Tak, zacznę od minusów. Przede wszystkim suszarki są dość głośne. Mam wrażenie, że nawet głośniejsze niż pralka. Moja siostra również to potwierdza, a ma sprzęt klasy A+++, zupełnie innej marki, w dodatku jej stoi w zamkniętej łazience na piętrze. Osobiście nie przeszkadza mi to jakoś bardzo, trochę tylko zastanawiam się czy nie będzie zakłócać drzemek potomka. Jeśli jednak ktoś liczy, że to super cichy sprzęt, to może się przeliczyć 😉
  • Drugi to może nie minus, ale rzecz, która mnie zdziwiła, i z którą nie spotkałam się czytając internetowe recenzje. Jeśli zależy ci na miłym zapachu prania, to nie każdy specyfik (płyn do prania/płukania) zadziała. Do mojego pierwszego prania użyłam  płynu do rzeczy ciemnych Perwoll oraz płynu do płukania Silan, oba kupione w którymś z dyskontów i… po takim zestawieniu, mimo że pranie jest suche i czyste, coś nie pasuje mi w zapachu, a raczej – jego braku. Co ciekawe kolejne testowanie odbywało się na dziecięcych ubrankach i użyłam tylko płynu do prania Bobini i pranie miało już ładny, świeży, chociaż nie intensywny zapach. Przy kolejnych testach używałam polskich, dyskontowych płynów do prania, ale do płukania niemieckich (Softlan) i nie wiem, czy faktycznie niemieckie płyny są mocniejsze (ciągle słyszę taką opinię), jednak zapach wysuszonego prania jest zupełnie taki, jak w przypadku rozwieszania na słońcu, a nawet silniejszy 🙂 Może to kwestia modelu, albo mojego przeczulonego ciążowego nosa, ale w razie wątpliwości, dlaczego pranie wysuszone w suszarce bębnowej nie pachnie – mówię o moim doświadczeniu. Zamówiłam też specjalnie dla kompletności tej recenzji chusteczki zapachowe, które są przeznaczone m.in. do tego, żeby wkładać je do suszarki, ale szczerze mówiąc – szkoda zachodu. Nie dość, że nie są tanie, to trudno dostępne, a efekt jak dla mnie w ogóle nie wyczuwalny. Chyba że 1/2 chusteczki to mało, ale większa ilość to większe koszty, więcej chemii, czyli nie dla mnie.
  • Minus z punktu widzenia oszczędności – płaci się za coś, co można mieć za darmo (bo każde pranie w końcu samo wyschnie), jednak nie do końca zgadzam się z tym w kontekście suszarek bębnowych. Jasne, używanie suszarki przy dodatnich temperaturach i słońcu jest kaprysem i fanaberią, ew. ratunkiem, gdy np. właśnie pobrudzimy coś, w czym chcemy za kilka godzin wyjść. Ale jak mówiłam wyżej, w okresie jesienno-zimowym i przy deszczach, unikamy dzięki temu zawilgocenia mieszkania. A to lepiej dla naszego zdrowia, jak i stanu budynku. Wpisuję to jednak jako wadę, bo nieracjonalne nastawianie suszarki – jak każdego innego sprzętu – to szkoda dla naszego środowiska.

ZALETY SUSZARKI BĘBNOWEJ

 

Zanim napiszę o zaletach, małe podsumowanie, co już w niej suszyłam, chociaż generalnie “wszystko”: jeansy, bieliznę, kurtki puchowe i płaszcze bawełniane, dziecięce ubrania i kocyki czy pieluszki, ręczniki, ścierki, pościele, ubrania bawełniane, marynarki, dresy, ubrania ze sztucznych materiałów, rzeczy polarowe. Nie zauważyłam by cokolwiek się zniszczyło lub skurczyło 😉 Ah, i bardzo ważna rzecz – nie czytam metek, wrzucam do suszarki totalnie wszystko, oprócz tego, co zabronione w instrukcji (np. czepki). Nie lubię utrudniać sobie życia i jeśli ciuch wymaga jakiejś ekstra pielęgnacji – raczej go nie kupię. Mogę też potwierdzić, że używając suszarki:

  • oszczędzam czas (dopiero piorąc te wszystkie malutkie skarpetki i body widzę, ile bym się namęczyła przy rozwieszaniu i składaniu ciuszków z wyprawki, a już wcześniej rozwieszanie bielizny było punktem spornym między mną a mężem);
  • nie zawilgocę mieszkania (o czym już pisałam wyżej);
  • nie zagracam małej przestrzeni, co wpływa pozytywnie na nasz nastrój;
  • bawełniane ręczniki, skarpetki są cudownie miękkie;
  • większość rzeczy może obyć się bez prasowania, z czego ja i tak zazwyczaj rezygnowałam (nie miałam nigdy oficjalnego dress codu w pracy), więc świat widzi trochę mniej zagnieceń na moich ciuchach. Dla przykładu tak wygląda mój podomowy T-shirt oraz casualowa koszula po wyciągnięciu z suszarki:

Koszulę pewnie sporo osób by jeszcze doprasowało przy kołnierzyku/kieszeniach, ale dla mnie w casualowym stroju ten efekt jest zupełnie wystarczający! Jeszcze dla porównania mężowe ciuszki:

Mam nadzieję, że szanowny małżonek wybaczy mi ukazania jego dresów do chodzenia po domu, ale dotąd trochę wkurzało mnie, że wiecznie widzę go takiego pognieconego (ale nie na tyle, by wyciągać żelazko). Po suszarce to nawet nie miałabym co prasować… 😉

  • suszarka posiada filtr, na którym zbierają się te wszystkie brudy, które normalnie osiadłyby na naszej podłodze i meblach. Oto kurz po ciemnym praniu (nie cały, bo jest jeszcze druga przegroda):

UŻYTKOWANIE SUSZARKI

 

Jest totalnie proste i zależy od modelu, więc nie będę się nad tym rozwodzić. Osobiście najczęściej używam standardowych ustawień na trybie “bawełna eco” lub “mieszane xl” jeśli łączę rzeczy bawełniane z innymi. Czasami tylko zwiększam z normalnej suchości na super suche, bo zauważyłam, że jeśli włożymy sporo rzeczy o zupełnie innych wielkościach to coś małego może zaplątać się w duże ubranie i nie dosuszyć do końca. Najważniejsze, żeby po każdym użyciu wyczyścić filtr (ten brud ze zdjęcia wyżej) oraz wylać wodę ze zbiornika. Co ciekawe, w instrukcji jest napisane, że po przefiltrowaniu można używać jej jako wody destylowanej – zastanawiam się nad myciem nią podłogi albo podlewaniem kwiatków (ale dorobiłam się póki co dwóch doniczek) 🙂

Jeśli chodzi o montaż, to nie mogę nic powiedzieć, bo suszarka wylądowała w schowku. Pralkę mamy płytszą niż standardowe, więc póki co nie kombinowaliśmy postawienia ich w pionie. Generalnie jedyne, co potrzebujesz dla suszarki to wolne gniazdko elektryczne i trochę miejsca gdzieś przy ścianie. Fajnie, jeśli możesz postawić ją na pralce (są specjalne łączniki), ale z tego, co widzę na forach, to niewiele osób może sobie pozwolić na taki “luksus” przestrzenny 😉

RACHUNKI ZA PRĄD A SUSZARKA BĘBNOWA

 

Zapewne najbardziej interesuje was, ile kosztuje użytkowanie suszarki bębnowej? Chciałabym odpowiedzieć na to tak ze 100% pewnością, ale jak wiecie, mieszkamy w nowym miejscu dopiero trzeci miesiąc, więc nie mamy jeszcze stałych rachunków. Staramy się jednak spisywać stany liczników na początku każdego miesiąca i porównując je do poprzednich rachunków, wydaje nam się, że nie będzie znaczącej różnicy w kwocie (bo jakaś wiadomo, że musi być, skoro zużywany jest prąd :P). Suszarkę kupiliśmy w październiku i była w nim uruchomiona myślę, że ok. 10 razy (próby, wyprawka), w dodatku przez porę roku więcej zapalane jest światło, a mimo to póki co nie widzimy znaczącej różnicy w zużyciu. Ale jak mówię – patrzyliśmy na to przy zakupie. Woleliśmy dopłacić 200 zł do sprzętu, a mieć o 20% bardziej oszczędną suszarkę (mówię poważnie – taka mniej więcej różnica była między początkowo wybranym modelem, a tym), niż potem dopłacać w rachunkach. Warto więc sprawdzać dosłownie wszystko 🙂 Co więcej – w naszym wypadku suszarka i tak zużywa mniej prądu niż podaje producent w wyliczeniach, bo jeszcze się nie zdarzyło, by dzięki sensorowi wilgoci nie skróciła cyklu suszenia. Zazwyczaj o 30 minut! 😉 Nawet, gdy przetestowałam i włożyłam do niej dwa wsady prania (pralkę mam na 5 kg, suszarkę na 8 kg, ale takie dysproporcje ponoć są zalecane). Ogólnie suszenie trwa zazwyczaj ok 95-120 minut – zależy od wybranego cyklu, załadunku i wybranej suchości.

Możemy też posłużyć się danymi od producenta. Producent zakłada jako roczne zużycie energii na 234,70 kWh przy 160 standardowych cyklach (podając za nią kwotę 129,25 zł rocznie), czyli suszenie co 2-3 dni (a pamiętajcie, że niekoniecznie będziecie używać tego sprzętu cały rok). Daje to średnio zużycie 1,47 kWh na jedno pranie (234,70 kWh podzielone na 160 prań), czyli ok 0,80 zł za jeden pełen cykl. Ostatecznie wychodzi koszt ok. 54 gr za 1kWh.

Drugi sposób na orientacyjne wyliczenia to zobaczenie, jaką moc ma pralka. Producent podaje 900 W, co jest tym samym co 0,9 kW. Musimy jeszcze wiedzieć, przez ile czasu suszarka działa. Jak podałam wyżej – do dwóch godzin, więc obliczmy koszt tej zjadającej najwięcej prądu wersji:

0,9 kW * 2 h = 1,8 kWh 

I mnożymy to przez koszt średniej ceny prądu w Polsce w 2018 roku w standardowej taryfie G11 (wszędzie u wujka Googla jest to średnia, więc już nie podaję źródła, możecie podstawić koszt na podstawie swojej taryfy)

1,8 kWh x 0,55 gr = 0,99 gr

Także maksymalnie suszenie kosztuje mnie złotówkę, ale zazwyczaj sporo mniej. Przypominam, że nasz model to klasa A++. Musicie sami zdecydować, jak często wy pierzecie i jaki sprzęt będzie dla was opłacalny. Przy naszym standardowym praniu co ok. 3 dni (czyli z 10 razy w miesiącu) i chęci użytkowania z suszarki poza latem – nie opłacało się inwestować w lepszy model. Nawet z perspektywą malucha w drodze i dodatkowych praniach 😉

PODSUMOWANIE

 

Jak widzicie – suszarka ma całkiem sporo plusów, ale i kilka minusów się znalazło (przede wszystkim trzeba mieć fundusze na jej zakup, czasami dostosowanie przestrzeni i liczyć się, że o kilka złotych rachunki podskoczą w górę). Nie powiem wam, że suszarka bębnowa to jakiś must have, ale muszę szczerze przyznać, że ja póki co jestem bardzo zadowolona z tego zakupy. A mam model całkiem powszechny, ze średniej półki cenowej – nawet nie wyobrażam sobie, co mogą czynić z ubraniami droższe wariaty! 😉

 

Ciągle pracuję nad większą aktywnością na Facebooku oraz Instagramie, więc jeśli zechcesz śledzić mnie również tam będę miała większą motywację do działania 🙂