Szukając mieszkania na rynku pierwotnym coraz częściej spotkamy w projekcie salon połączony z aneksem kuchennym. Czasami, jak u nas :), wcale nie oznacza to, że nagle pomieszczenie “dostanie” dodatkowe metry do zagospodarowania. Jako że najpierw jednak sobie wszystko wizualizowałam i mierzyłam – byliśmy pewni, że się z tą bardzo użytkową przestrzenią pomieścimy w 21,5 m2. Przy okazji traktuję to jako próbę naszego minimalizmu.

 

Poprzedni wpis z serii:
I Ile wydaliśmy na wykończenie 54m2?

 

Ostateczny układ kuchni wybraliśmy dzięki Justynie z bloga Już ja was urządzę!, która w notce Mały salon z aneksem w bloku – jak go urządzić? na przykładzie naszego pomieszczenia dogłębnie omówiła problem, proponując kilka układów. Wtedy ostatecznie zrezygnowaliśmy z pomysłu półwyspy w naszej kuchni, co w praktyce okazuje się dobrą decyzją! 🙂

 

ZAŁOŻENIA:

1. Kuchnia w bieli, najlepiej na połysk, połączona z drewnem – żeby wizualnie powiększyć przestrzeń wciśniętego w kąt aneksu, bez dostępu do okna.

2. Musi być funkcjonalnie i wygodnie, tzn. “wszystko pod ręką”, bo sporo gotuję, czyli zachowanie trójkątu (kolejności: lodówka, zlew, płyta indukcyjna), dużo szuflad, a piekarnik na wysokości oczu.

3. Estetyczne drobiazgi:
– szafki z klamkami, bo mąż ma alergię na te domykane;
– lodówka wolnostojąca;
– element farby tablicowej.

PROJEKT WSTĘPNY:

Całość projektowałam sama, ale było prościej niż np. z łazienką, bo bazowałam na Ikeowskim plannerze. Mała uwaga wstępna – u nas nie ma drzwi, jest przestrzeń otwarta, jednak nie udało mi się tego odwzorować w programie. 

Nasza kuchnia jest prawie identyczna. Chociaż AGD mamy nieikeowskie, zmieniliśmy część klamek na inne i przenieśliśmy cargo 🙂 Największą zmianą jest jednak rezygnacja z szyby. Tak, miała być nałożona bezpośrednio na zieloną ścianę nad blatem. Niestety projektując całość sami, nie wiedzieliśmy, że na kolorowej ścianie może być widać krej/silikon, a ja bardzo nie chciałam szyby montowanej na “kołki”, bo to mi się nie podoba. Ostatecznie dalibyśmy mleczną szybę, ale kolor nie bardzo nas przekonywał i tak wylądowała między szafkami kuchennymi farba tablicowa 🙂 Kto śledzi mnie na instagramie mógł już podziwiać efekt:

Jest to niskobudżetowe rozwiązanie. W ostateczności, jeśli się nie sprawdzi zupełnie, wstawimy tam płytki o kolorze butelkowej zieleni 🙂 Zależy mi, żeby kuchnia z salonem miały charakter kawiarniany – i tablicówka wpisała nam się w tę konwencję.

No dobra, to jeszcze taka bardzo szybka, niedokładna, pierwsza wizualizacja, zanim włączyłam planner Ikea, przy użyciu programu Homestyler

Wyszło bardzo napaćkanie, ale wiedziałam już, jakie muszę mieć wymiary, żeby dodać pomieszczeniu nieco więcej lekkości 😉 Kolory też się trochę zmieniły, jak i koncepcja na szafki. Ostatecznie stwierdziliśmy, że taki misz masz, to dla nas za dużo. Wolimy prościej.

EFEKT:

Tak wygląda nasza kuchnia aktualnie, na co dzień 😉 Staram się utrzymywać w niej ład i porządek, czyli jak najwięcej rzeczy trzymam w środku. Musicie wybaczyć, że zdjęcia są totalnie zwykłe, ale fotografia wnętrz to zupełnie nie moja bajka, nie wspominając, że nawet bym nie umiała zrobić tego profesjonalnie 🙂 Także tu gdzieś stoi szklanka z wodą, tam kawy się parzą, aż je wypijemy do drożdżówek.

I jeszcze fotka z zapalonym światłem i widokiem z kanapy:

BUDŻET I WYPOSAŻENIE:

Ogólnie całość jest dosyć budżetowa. Wynika to z faktu, że zamierzamy mieszkać w tym mieszkaniu kilka lat. Później nastawiamy się na wynajem lub sprzedaż. Dlatego nie było sensu podnosić standardu. Inna sprawa, że wierzę trochę w powiedzenie, że pierwsze mieszkanie buduje się dla wrogów 😀 Może u nas nie ma wielkich błędów, ale na pewno to pierwsze urządzanie sporo nas nauczyło i wiem, że następnym razem zupełnie inaczej zabiorę się za całość (zwłaszcza jeśli chodzi o różne estetyczne szczególiki, bo całościowo jesteśmy zadowoleni). 

  1. Meble kuchenne – Ikea, ale miałam porównanie ich wyrobów z takimi zamówionymi u stolarza bądź z marketów budowlanych i nie mając poleconego fachowca nie decydowałam się ryzykować 😉 Mamy sporo szuflad, wszystko na cichy domyk. Użytkujemy już od pół roku i nie narzekamy. Fronty nie sprawiają trudności w czyszczeniu, blat jest nadal jak nowy – ale też zawsze wycieramy go do sucha i staramy się wszystko robić na deskach, czyli nie kroimy chleba na blacie, nie kładziemy gorących naczyń na nim. Wiem, że sporo osób ma jakieś dziwne przygody z montażem i dostawą – u nas nie było problemu. Dostawa była kompletna, a samodzielny (czyt. przez naszych fachowców) montaż wymagał po prostu kilka razy DOKŁADNEGO czytania instrukcji. Ikea jest łopatologiczna i serio warto robić krok po kroku tak, jak mają napisane, niż potem się dziwić, że coś nie pasuje 🙂 Nam przez chwilę się wydawało, że nie ma jednej szafki, ale po prostu przy zmywarce do zabudowy element jest nieco inny od reszty szafek 🙂 
  2. AGD – tutaj mąż wybierał. Wszystko klasy średniej, nic nie zawodzi. Mikrofalówka schowana jest w szafce nad piekarnikiem – używamy jej tylko od czasu do czasu, głównie do podgrzania mleka na kakałko albo do zrobienia popcornu. Czajnik też póki co jest jaki jest, ale nie kupowaliśmy specjalnie jako wyposażenie. W sumie myśleliśmy, że po miesiącu padnie, a skoro działa, to nie będziemy wymieniać 🙂 
  3. Farba tablicowa – nadała fajnego charakteru i cieszę się, że spróbowaliśmy. Co prawda użytkujemy ją dopiero drugi miesiąc, ale póki co dobrze się zmywa. Staramy się jednak nie zostawiać napisów na parę dni, trochę się boimy – zwłaszcza, że używamy markera kredowego (akurat nie ma go na zdjęciach powyżej, ale pojawia się na instagramie) 😉 Tłuszcz, woda zmywa się ładnie, a sama ściana po chwili już jest sucha. Jestem ciekawa, co będzie po roku czy dwóch. 

DO ZROBIENIA:

  1. Oświetlenie pod górnymi szafkami, oświetlające przestrzeń roboczą – musimy jeszcze kupić listwę ledową i ją przymocować. Nie jest to może priorytet, ale mam nadzieję, że mąż jeszcze w tym roku odhaczy zadanie z listy to do 😉 
  2. Reorganizacja przestrzeni – w zasadzie na wykończeniu, bo kilka dni temu poprzestawialiśmy parę rzeczy miejscami, ale ciągle jeszcze mam problem z tym, co jest na widoku. Wiecie, z jednej strony lubię, jak jak pusto. Z drugiej – to, co stoi na wierzchu jest używane non stop. Brakuje mi w tym wszystkim ładu. Zwłaszcza w kącie, gdzie stoi Termomix, czajnik i nasz filtr do wody. Ale to musi stać na wierzchu… 🙂 Otwarte półki też ciągle zmieniają zawartość. 

PODSUMOWANIE:

Ogólnie uwielbiam swoją kuchnię i trudno mnie z niej wygonić 😉 Nie narzekam (jeszcze?) na nic, bo każde rozwiązanie wynikało z naszych wyborów. Np. wysokość szafek – jasne, jestem niska i mogłabym chcieć zawiesić te górne niżej, ale po co, skoro stawiając na minimalizm, nie mam półek zapchanych od góry do dołu, a mąż jest wysoki? 😉 Inna sprawa – początkowo zastanawialiśmy się nad szafkami do sufitu, jednak mamy nad szafką narożną kratkę wentylacyjną, więc nie chcieliśmy bawić się w jej zabudowanie i zapewnianie odpowiedniego dostępu powietrza. I serio nie potrzebuję aż tylu szafek, mam jeszcze sporo wolnego miejsca. A że bardzo mało smażę, to osady/brud nie jest problemem. W zasadzie jestem też w szoku, jak niewiele te białe fronty się brudzą przy moim codziennym eksperymentowaniu kuchennym. Gdybym miała teraz projektować kuchnię od nowa to jedynie zwróciłabym większą uwagę na detale wykończenia. Ale wiadomo – koncepcja też się zmieniała, chociażby z szyby na farbę tablicową.

 

Jeśli macie jakieś patenty na organizację blatu – dajcie znać. A może dzieliliście się w sieci wyglądem swojej kuchni? Chętnie rzucę okiem, więc czekam na linki 🙂

 

Pracuję nad większą aktywnością na Facebooku oraz Instagramie, więc jeśli zechcesz śledzić mnie również tam będę miała większą motywację do działania 🙂