Ile kosztuje ciąża? Ile można wydać na wyprawkę? Pewnie niektórzy z was czasami się  nad tym zastanawiają – tak samo, jak i ja wcześniej. Głównie gdy podglądałam posty innych oszczędnych blogerów 🙂 Myślę, że ten wpis będzie trochę przeciwwagą dla nich, więc i cennym spojrzeniem na sprawę, a i po prostu aktualnym. Mówię oczywiście głównie o przemyśleniach Oszczędnickiej z 2017 roku i Wolnego z 2014. Znajdziecie u nich też kilka innych treści o tym, ile kosztują dzieci, więc polecam bardzo, jeśli jeszcze nie znacie 🙂 

 

 

U mnie ten pierwszy etap (od poczęcia do pierwszych tygodni po porodzie) tak kolorowo finansowo jak we wspomnianych wpisach nie wyglądał, a nie mogę powiedzieć, żebym uległa szale zakupów. Chyba nie było rzeczy, nad którą nie zastanowiłabym się kilka razy – pod kątem ceny, przydatności i tego, czy faktycznie będzie służyć dziecku. A są również takie zakupy, których nie dokonaliśmy tylko dlatego, że jeśli okazałyby się niezbędne już po porodzie – mąż się po nie uda, bądź zakupimy/odkupimy online (jak np. przewijak, na który ostatecznie się nie zdecydowaliśmy). Mogę powiedzieć wprost: tak, myślałam, że na wizyty u lekarza i na wyprawkę wydam mniej. Dlaczego – będę opisywała to przy wydatkach, ale generalnie nie mając większej wiedzy na temat ciąży i bezpieczeństwa maluchów, nie mogłam zweryfikować hurraoptymistycznych wersji, o których czytałam u innych, a z moją rzeczywistością niewiele mają wspólnego. Dla ciebie może jednak będą bliższe, niż moje wypociny, każda sytuacja i ciąża jest inna 🙂

 Ciąża i wydatki z nią związane

Zdecydowałam się (ze względu na długość) podzielić wpis na dwie części. Pierwsza to koszty typowo ciążowe, mamowe 🙂 Przy okazji na Waszą prośbę napiszę, co zabrałam do szpitala, ale jeśli jeszcze nie wgłębialiście się w szczegóły to każdy szpital ma swoją listę rzeczy do zabrania. Zarówno dla kobiety, jak i dziecka, więc warto się z nią zapoznać, jak już zdecydujecie się na konkretną instytucję. Bo różnice  są spore – np. niektóre szpitale zapewniają niemal wszystko dla dziecka, a ja musiałam na start wziąć trzy komplety ubranek.

WIZYTY U LEKARZA

Tutaj koszty to trochę pech, trochę nasz wybór. Wspominałam już przy okazji miesięcznych podsumowań, że długi czas oczekiwania na ginekologa na NFZ w moim mieście mnie załamał. Gdy dzwoniłam w kwietniu (ok. 4 tygodnia ciąży) umówić się na termin do mojego ginekologa w ramach NFZ to… termin był na listopad. Nawet prywatnie zostałam wciśnięta do obcego mi specjalisty, żebym trafiła do lekarza przed 10 tygodniem ciąży i uzyskała w razie potrzeby stosowne zaświadczenie. Oczywiście pewnie gdzieś, w jakiejś przychodni udałoby mi się od któregoś miesiąca chodzić na NFZ, bądź prywatnego, ale tańszego lekarza, ale będąc w pierwszej ciąży zmiana ginekologa to ostatnie, o czym chciałam myśleć. Nie chciałam również iść do kogoś, kto ma złą opinię. A ten, do którego chodzę, jest teoretycznie jednym z lepszych w mieście, jeszcze nie najdroższym, na miejscu robią np. posiew czy darmowe ktg (niektórzy mimo prywatnej praktyki wysyłają na nie do szpitala, o co warto spytać przed decyzją lekarza prowadzącego ciąże, jeśli zależy Wam, aby wszystko mieć na miejscu), a i charakterologicznie mi odpowiada (wybredna nie jestem, ale to zawsze kolejny +, jak dogadujesz się z lekarzem). USG na każdej wizycie też jest dla mnie plusem, bo jestem dużo spokojniejsza o dziecko – znam wymiary, wagę. Znajome, które korzystają z lekarza na NFZ mają zazwyczaj 3 usg podczas ciąży, więc często na ok. 2 wizyty – zwłaszcza pod koniec ciąży – umawiają się prywatnie, więc coś dopłacają. Rozumiem to, bo każda mama chce wiedzieć, że jej dziecko rozwija się i przybiera na wadze, a i wiedza o łożysku i wodach płodowych czasami może zaalarmować.

Musisz pamiętać, że nawet jeśli wizyty masz w ramach NFZ, a jesteś po 35 roku życia bądź w grupie ryzyka, to możliwe, że będziesz musiała na część badań jeździć do innego ośrodka (np. na tzw. usg prenetarne i połówkowe) i mimo że badanie jest darmowe, to dojazd generuje koszty. Nie wiem, czy należy się za to jakiś zwrot, bo mnie osobiście problem nie dotyczy. Ale np. od nas ze Słupska jeździ się do Koszalina, czyli ok. 70 km.

Mój lekarz bierze za wizytę 200/250 zł (gdy wykonywane są dodatkowe badania, np. cytologia, posiew), więc za 11 wizyt podczas ciąży zapłaciłam 2300 zł. Odbywały się one średnio co 3-4 tygodnie, od 7 tygodnia ciąży do 41, bo ostatecznie poród miałam wywoływany, synkowi nie spieszyło się na świat, więc i wizyt było po prostu więcej. Jest to spora kwota, ale na szczęście nie jednorazowa.

WITAMINY

Każdy lekarz ma swoje “ulubione”. Ja przez całą ciążę łykałam dość tanie: kwas foliowy, jod i witaminę D. W siódmym miesiącu znacząco spała mi hemoglobina i żelazo, więc zaczęłam suplementację. Całościowo jednak nie wygląda to źle. Zwłaszcza, że ostatnie opakowania, jak już robiłam pod wyprawkę większe zamówienie z apteki internetowej, zamówiłam online, więc tym sposobem zaoszczędziłam kilkadziesiąt złotych. Do tej pory mało leków kupowaliśmy i żyłam w niewiedzy, ile można tym sposobem zaoszczędzić – teraz uzupełniamy swoje zapasy tylko internetowo 🙂 Przed ciążą nie wiedziałam, że witaminy zalecane są także przez kilka pierwszych tygodni po porodzie, ok. półtora miesiąca. Także koszt witamin dotyczy w zasadzie zapasu rocznego. 

Innych leków przez całą ciążę nie brałam. Ani na ból gardła, głowy, nospę czy cokolwiek (też się zdziwiłam, ale większość leków w ciąży lekarze normalnie pozwalają brać). A, przepraszam, w 7 miesiącu maść od dermatologa, bo hormony zrobiły swoje i dostałam strasznego trądziku na brodzie i zalecono, żeby się nie powiększył. Ale jeśli masz jakieś niedobory już przed ciążą, to pewnie musisz liczyć się z większym kosztem. Są też różne zestawy suplementacji i wiem, że ich koszt to nawet 30-40 zł miesięcznie – także warto samemu się rozejrzeć i porozmawiać z ginekologiem, co suplementować.

Przez całą ciążę wydałam na suplementy 221,32 zł, co uważam, nie jest taką dużą kwotą. Dla porównania znajoma w tym samym czasie u innego ginekologa suplementuje zestaw witamin, które miesięcznie kosztują średnio 50 zł… Tak, daje to nawet koszt 600 zł.

MORFOLOGIA, BADANIA

Może część z was pamięta, że korzystamy z pakietu medycznego w ramach męża pracy (tak, tam też nie dało rady prowadzić ciąży, bo akurat jeden z ginekologów odszedł z pracy i mieli totalny chaos). Dzięki temu za większość badań związanych z ciążą w ogóle nie płaciłam – gdzieś po drodze zdarzyło się coś dodatkowego (jak magnez i coś jeszcze, czego nie pamiętam), do tego koszty pojemników na mocz, który w ciąży bada się często, i glukoza do krzywej, którą trzeba kupić w aptece. Miałam też darmowego dermatologa i okulistę podczas ciąży, jak i pakiet badań na próbę wątrobową czy inne dodatkowe, które wykorzystałam 😉

Szczęśliwie nie miałam innych dolegliwości, np. cukrzycy ciążowej – wtedy dochodzi koszt diabetologa, ew. dietetyka, pasków, insuliny. I tak, sporo osób powie, że przecież jest ustawa za życiem i kobieta w ciąży musi w ciągu 7 dni do specjalisty być przyjęta. Ale jeśli kolejka to prawie same kobiety w ciąży i inne osoby uprzywilejowane? Albo… w twoim mieście nie ma diabetologa czy dietetyka na NFZ? 😉 Wiem, że miałam pisać o tym, ile nas to wszystko kosztowało, ale jak już piszę, to nie mogę powstrzymać się od takiego mini kompendium – sama wcześniej o wielu rzeczach nie myślałam, nie wiedziałam.

Także ja na te wszystkie badania i drobne medyczne wydatki wydałam 105 zł i wiem, że wydałabym dużo więcej, gdyby nie pakiet. Albo czekałabym się/najeździła, tutaj miałam w jednym budynku wszystkich dodatkowych lekarzy, jak i pobrania krwi. Oczywiście, jeśli zdecydujesz się np. na nierefundowane badania genetyczne pod kątem chorób to możesz wydać o wiele, wiele więcej. Nie liczę profilaktycznej morfologii po ciąży, bo i tak raz, dwa razy w roku robię sobie rozszerzoną wersję. 

ODZIEŻ CIĄŻOWA

Nie szalałam, ale też to, co potrzebowałam – kupiłam. Nie inwestowałam w ciuchy wyjściowe, bo niemal do końca sierpnia mieściłam się w większość swoich ubrań (nie ma to jak letnie sukienki i tuniki). Nawet idąc na wesele we wrześniu udało mi się oversizową sukienkę pożyczyć od siostry, a od listopada na sam koniec użytkowałam kurtkę pożyczoną od mamy 🙂

Zakupiłam więc w lumpeksie dwie pary jeansów z gumką (razem 31 zł), luźniejszy wkładany sweterek na jesień/zimę (9 zł), a na koniec lata jedną tunikę (3,3 zł). Jeśli chodzi o nowe rzeczy, to zakupiłam w Pepco spodnie dresowe i luźniejszy T-shirt (łącznie 50 zł), które ubierałam na zajęcia z jogi na szkole rodzenia i do wygodnego chodzenia po domu. Nadal je używam, mimo że są dość luźne. W połowie ciąży musiałam też zainwestować w staniki, więc kupiłam dwa już z opcją do karmienia za 90 zł, bodaj w H&M – nie znalazłam taniej.

Łączna suma – 183,3 zł za 8 rzeczy 🙂 Fajnie, jeśli możesz coś od kogoś pożyczyć, jak mi udało się z kurtką zimową.

POŁÓG

Bardzo się cieszę, że nie opublikowałam tego wpisu przed pójściem do szpitala. Bo w ogóle nie sądziłam, że taki podpunkt się w nim znajdzie… Tak samo, jak nie myślałam, że połóg będzie dla mnie tak kosztowny, bo też niewiele się o nim mówi (a przynajmniej ja nie natrafiłam na takie zestawienie). A tymczasem:

  • W dzień skierowania mnie na wywoływanie dostałam wysokiego ciśnienia, co skutkowało faszerowaniem mnie lekami na nadciśnienie podczas całych ośmiu dni w szpitalu. A po wypisie musiałam jeszcze chwilę brać leki, żeby wyregulować ciśnienie (co skończyło się prawie natychmiastowym ich odstawieniem, bo zjechało do 100/60). Do tego spore nacięcie i ból, więc leki przeciwbólowe, maści i gaziki do okładów. Łącznie 163,73 zł.
  • Dodatkowo trzeba liczyć wizytę u ginekologa po ok. 6 tygodniach od porodu, gdy kończy się połóg – u mnie to dodatkowe 150 zł. W połogu męczyła mnie też gorączka niewiadomego pochodzenia, więc jeszcze przed jego upływem odbyłam wizytę, żeby wykluczyć powikłania ginekologiczne – i kolejne 150 zł, bo wymagało to kompletu badań usg. Całe szczęście, że zostałam przyjęta tego samego dnia. Nie wiem, czy ktoś by mnie przyjął, gdybym nie prowadziła u niego ciąży? W każdym razie – łącznie 300 zł.
  • Poród bardzo osłabił moją odporność, mimo że wcześniej nic mi nie dolegało. Skończyło się to dwoma antybiotykami w pierwszym miesiącu połogu i jeżdżeniem po lekarzach. Koszt – 86,08 zł.

W połogu wydałam więc 549,81 zł.

INNE WYDATKI DLA MAMY

Poduszka dla kobiet w ciąży

Jeśli chodzi o ciążę to zdecydowałam się gdzieś w połowie na kupienie poduszki zwanej rogalem do spania i karmienia, jak już maluch się pojawi. Nie jest to coś, co musicie mieć, u mnie jednak się bardzo sprawdziło (brzuszek mi tak nie “ciągnął” w dół podczas snu) i przydaje się również teraz.
Jako że zupełnie nie wiedziałam, czy sprawdzi się w moim przypadku to postanowiłam kupić używaną, ale w bardzo dobrym stanie, więc dałam za nią ok. 50% ceny – 60 zł.

Nie kupowałam innych rzeczy – np. mających przynieść cuda balsamów na brzuch. Dokończyłam ten, którego resztę miałam, w międzyczasie dostałam jakiś bardziej mamowy w prezencie, a i jeden kupiłam w Rossmanie na promocji, który wliczyłam normalnie w higienę, bo jakiś balsam i tak bym użytkowała.

Poród i pobyt w szpitalu – torba do szpitala

W jednym z komentarzy poproszono mnie o wpis dotyczący mojej torby do porodu. Zdecydowałam, że po prostu zaprezentuję to w ramach budżetu, żeby nie mnożyć bytów 🙂 Ogólnie kupiłam rzeczy tylko z dwóch kategorii:

  1. Koszule do szpitala/porodu

Jeśli masz w swojej szafie koszule, które nadają się do paradowania po szpitalu, i w które zmieścicie się w 9 miesiącu – nie musisz nic specjalnego kupować. Niektóre mamy rodzą też np. w koszulkach partnera, ale mi osobiście byłoby niewygodnie – lubię mieć wycięcie pod szyją, stawiam też na możliwość kangurowania, kontakt ciało do ciała.

U mnie to szczęście w nieszczęściu, że pidżamy nie kupiłam sobie chyba od… hm… nie wiem czy kiedykolwiek sobie jakąś kupiłam, bo zazwyczaj dostawałam w prezencie 😉 Generalnie te dwie koszulowe, które mam, są niewyjściowe (satynowe, koronkowe), a dwuczęściową ostatnio pocięłam na szmatki – była już dość znoszona, a i nigdy jej nie lubiłam, jednak używałam, bo dostałam.

Ostatecznie zdecydowałam się na zakup trzech koszul do szpitala – dwóch bardzo tanich, jednej droższej – które służą mi także po porodzie. Powodów jest kilka:
– szpitale zazwyczaj radzą wziąć ze sobą 2/3 koszule: jedną do porodu (która pewnie od razu będzie wymagała prania w wysokiej temperaturze, jeśli nie wyrzucenia);
– bliska mi osoba była pielęgniarką na porodówce, więc zasugerowała, że warto mieć te 2 na zmianę. Człowiek się spoci, krew jeszcze pocieknie, a zanim mąż coś dowiezie (o ile nie będzie w ogóle musiał najpierw zahaczyć o sklep…) to minie trochę czasu;
– odkąd trafiłam na artykuł mamyginekolog o spaniu bez majtek (jeśli nie wiecie o co chodzi w akcji #wietrzenienarodowe to od razu przeczytajcie!) zupełnie też przestawiłam się z ciasnych leginsów na koszule do spania i brakowało ich w mojej garderobie.

Ostatecznie spędziłam w szpitalu 8 dni i te trzy koszule, wierzcie mi, to wcale nie było dużo. Wręcz miałam jeszcze pożyczoną czwartą od siostry, a mąż i tak prał i dowoził (bardzo przydała się tutaj nasza suszarka elektryczna!). Zazwyczaj na położnictwie jest bardzo gorąco, do tego początki karmienia piersią, czyli wszystko w mleku 😉

Łącznie wydałam na te trzy koszule 110,70 zł, choć nie oszukujmy się, mogłaby być to cena za jedną. Miałam trzy wymagania: bawełna, różne zapięcia (bo nie wiedziałam, jak najlepiej będzie mi się je użytkować do karmienia) i styl basic (zero jaskrawych kolorów i misiów, które atakują z pidżam do porodu…). Dwie tanie kupiłam na allegro z firmy Dolce Sonno (po fakcie – polecam), bo sporo osób je chwaliło, droższą w przypadkowych sklepie stacjonarnym.

2. Rzeczy higieniczne

Bez trzech rzeczy raczej się nie obędzie: wkładki laktacyjne, majtki siateczkowe i podkłady poporodowe. Łączny koszt – 89,73 zł. Kupione przy okazji internetowych zakupów, stacjonarnie wyszłoby parę złotych drożej. Jednak będąc już w domu wykorzystałam zapasy higieniczne, które miałam, a wkładki laktacyjne w strasznym tempie mi schodzą, więc planuję na dniach kupić wielorazowe, czego użyteczności wcześniej nie przewidziałam 😉

To, co spakowałam dalej (do mojej wysłużonej walizki – próbowałam spakować się najpierw na dwie torby: dla mamy i dla dziecka, ale nijak nie było mi tak wygodnie), są to rzeczy po prostu zabrane z domu:
– szlafrok;
– 2 staniki do karmienia (zakup wymieniony wyżej jako odzież jeszcze ciążowa);
– klapki pod prysznic;
– klapki do chodzenia (znajoma pielęgniarka poleciła nie brać nic puchatego, bo nie raz widziała kobiety po porodzie z krwią na kapciach :P);
– codzienne przybory toaletowe;
– dwa średniej wielkości ręczniki (ja w ogóle nie używam tych bardzo dużych, kąpielowych) + mały do rąk;
– ręcznik papierowy;
– kubek i sztuczce;
– dwie siatki (np. by oddzielić rzeczy do prania i dać od razu mężowi);
– prowiant: zgrzewka małych wód niegazowanych, paczka biszkoptów, batonik, twarde cukierki, kilka saszetek herbaty i kilka kaw 2w1 (normalnie piję sypaną, ale w takich warunkach nie chciałam bawić się z fusami i mlekiem – edit: czajnik był na drugim końcu korytarza i ostatecznie za bardzo ciągnęła mnie rana, bym się tam doczłapała, ciepłe picie robił mi mąż podczas odwiedzin :P).

PODSUMOWANIE

W trakcie mojej prawidłowo przebiegającej ciąży wydałam więc “na siebie” 3619,86 . Podzielę to na 10 miesięcy, bo połóg, i mamy wynik miesięcznie 362 zł. Ale! odejmując prywatne wizyty spokojnie można zamknąć się w tysiącu/półtora, jeśli nie będziecie mieli przygód połogowych, jak ja. Warto jednak planując ciążę liczyć się z dodatkowymi wydatkami, bo niemal każda kobieta – choćby przy samej końcówce ciąży – będzie miała taką czy inną dolegliwość, więc warto mieć fundusze na szybką, dodatkową wizytę u lekarza bądź zakupy w aptece.

 

Mam nadzieję, że nic nie ominęłam, w razie czego pytajcie, odpowiem w komentarzach 😉 W następnej części będą wydatki już typowo wyprawkowe.  Za dzisiejszy wpis możecie podziękować Filipowi, który w końcu przespał w nocy prawie 5 godzin, więc mama nawet się wyspała! 

 

Pracuję nad większą aktywnością na Facebooku oraz Instagramie, więc jeśli zechcesz śledzić mnie również tam będę miała większą motywację do działania 🙂