Marzec był niewątpliwie miesiącem wzmożonej organizacji i większego niż miesiąc temu luzu. Jeszcze nie wszystko działa jak powinno, ale trzymiesięczny bobas daje trochę więcej możliwości, niż noworodek – przynajmniej w moim przypadku. W tej chwili spodziewam się półgodzinnej drzemki Filipa, więc mam nadzieję, że napiszę ten post – jak myślicie, dam radę? 😉

Czekam na…

spacery w słońcu, bez zimowej kurtki i z lodami w ręku.

Czuję się…

nie do końca skupiona na celach. Ale marzec potraktowałam jako rozgrzewkę przed kwietniem, więc obiecuję poprawę!

Jestem wdzięczna za…

fajne kobiety, z którymi mam kontakt. Też są mamami, każda z nas ma lepsze i gorsze dni, więc walczymy z organizacją oraz naszymi myślami, że możemy, że jest dobrze, a będzie lepiej i damy radę! Monika, Kamila, Emilia – to o Was 😉

Chciałabym…

dobrze zaplanować kwiecień i być pod koniec miesiąca z siebie dumna, że ogarnęłam parę spraw. Później będą tylko jeszcze większe wyzwania (ale ciii…).

Pracuję nad…

moją głową. Praca i sen na raty nie są najprzyjemniejsze, ale można to ogarnąć. Sprzątanie i gotowanie również, a nic się nie stanie jeśli od czasu do czasu wyślę męża do garmażerki, bo będę wolała iść do sąsiadki na kawę niż stać przy garnkach. Musimy też spiąć na nowo nasze finanse i dalej wziąć się za wykańczanie mieszkania – trochę je udekorować i ogarnąć nasz mały ogródek.

Ulubione w marcu:

  • oczywiście nowe przepisy. Przede wszystkim zaczęłam uczyć się wypiekać chleb na zakwasie <3 Były również owsiane ciasteczka z masłem orzechowym i czekoladą oraz pieczony, szwedzki naleśnik. Ale to wszystko już wiecie, bo wrzucałam zdjęcia na Instagram 😉
  • powrót do picia kawy ziarnistej, zmielonej w młynku ręcznym. Właśnie skończyło nam się kolejne opakowanie, więc jeśli macie swoje ulubione marki – dajcie znać;
  • mini grupa mastermind, którą tworzę ja i moja sąsiadka 😛 Póki co wspólnie ćwiczymy nad organizacją i motywujemy się wzajemnie, aby działać. Od razu pojawiły się efekty!

Do zrealizowania w kwietniu:

Tak, chyba jestem gotowa na internetowe deklaracje. Może to da mi dodatkowego kopa motywacyjnego:

  • blogowo: wrzucić minimum 4 wpisy i chociaż raz w tygodniu dodawać coś na Instagramie;
  • załatwić wszystkie “zaległe” sprawy urzędowe;
  • uporządkować rzeczy w szafie (część wystawić na sprzedaż, część sprzedać, a część oddać do krawca);
  • zdecydować co z ogródkiem i zaklepać wykonawcę;
  • udekorować mieszkanie;
  • wypróbować minimum 4 nowe przepisy;
  • oprócz spacerów z Filipem – ćwiczyć w domu chociaż 2/3 razy w tygodniu.

No to co, mogę krzyknąć “do dzieła!”? Dziś przede mną już tylko zaplanowanie miesiąca, a wieczorem mam nadzieję jakiś dobry film. Na dobre nastawienie też chyba można siebie nagrodzić 😉

Pracuję nad większą aktywnością na Facebooku oraz Instagramie, więc jeśli zechcesz śledzić mnie również tam będę miała większą motywację do działania 🙂