Halo, halo, lato się kończy, coraz częściej jest szaro, zimno i deszczowo, ale to mnie akurat bardziej mobilizuje do działania niż słońce i upały 😉 Jeśli są na sali osoby, które czytają mnie dłuższy czas, to wiedzą, że od kwietnia nasze wydatki zmalały, co związane jest z przeprowadzką do rodziców, gdzie chcemy przeczekać, aż nasze własne mieszkanie będzie gotowe do zamieszkania. Także oprócz podsumowania budżetowego – mała refleksja czy rezygnacja z wynajmu i dojazdy to dobry pomysł.

Dla przypomnienia bądź nowych gości: prezentowany budżet dotyczy młodego małżeństwa przed 30-tką, mieszkającego w średniej wielkości mieście (a w zasadzie od kilku miesięcy pod miastem, u rodziców, bo zdecydowaliśmy się na zakup mieszkania, które właśnie się buduje). Dużo się u nas dzieje – od przeprowadzek po zmiany zawodowe, bo ciągle szukamy możliwości rozwoju.

Jak pisałam w podsumowaniu finansowym 2016 roku – miesięcznie wydawaliśmy średnio 3 569 zł, a od kwietnia do teraz, czyli przez pięć miesięcy, nasz budżet nie przekroczył miesięcznie kwoty 2 500 zł, czyli chyba podjęliśmy dobrą decyzję z rezygnacją ze stancji 😉 Wzrost widać jedynie w kosztach transportu, jednak nie musimy płacić za wynajem, mamy mniej rachunków. Mimo że ciągle jakiś większy wydatek nam wyskoczy i nie zaciskamy pasa w każdej kategorii – mimochodem oszczędzamy około tysiąca miesięcznie więcej niż mieszkając w mieście. Po roku, który mniej więcej powinniśmy tu mieszkać, uzbiera się ok. 10 000 tysięcy. To dla nas dużo i pozwoli już na wykończenie kuchni czy łazienki, bądź inne zakupy do nowego domu.

block_1

Podobnie z tym oszczędzaniem było również w sierpniu.  Wydaliśmy  2337,7 zł. 2Chociaż znowu planowanie w  ogóle nam się nie udało… Jak widać najbardziej polegliśmy na ubiorze, chociaż z drugiej strony – specjalnie zostawiliśmy puste pole przy planowaniu, bo mieliśmy świadomość, że nasze garderoby jeszcze nie są tak idealne i wystarczające, jak byśmy chcieli. Jednak po kolei:

Rachunki. Ubezpieczenie, telefon, bank.

Transport. 480 zł to koszt paliwa, 133 zł – autobusów. Niestety odmienne godziny pracy zazwyczaj nie pozwalają nam razem jeździć, więc D. używa samochodu, a ja mam miesięczny bilet w jedną stronę – do miasta, potem muszę podjechać jeszcze drugim autobusem, bo praca mieści się na drugim końcu miasta, a w sumie poza nim 😉 Także D. dojedzie do pracy w 15 min, mi podróż zabiera ok. 1,5 h. Jednak w moje pracujące weekendy i gdy ma wolne – zawozi mnie, a także zawsze odbiera. Jeszcze nie przeszkadzają mi takie dojazdy – dzięki nim trochę więcej czytam/słucham książek. Zobaczymy zimą 😉

Jedzenie. Codzienne – 320,8 zł; napoje – 25,5 zł; fastfood – 72,8 zł; słodycze – 51,6 zł; alkohol – 5 zł; wyjścia – 148 zł. Codzienne niewielkie z uwagi na dokładanie się do rodziców i fakt, że sporo warzyw i owoców pochodziło z przydomowego ogródka. Fastfood –  cotygodniowe seanse Gry o Tron bardzo kusiły nas w stronę chipsów, do tego jakiś kebab czy zapiekanka 😛 Słodycze – znośnie, bo wliczamy w to lody, ale z drugiej strony ostatnio jadłam sporo niezdrowych słodkości, z olejem palmowym… Wyjścia – kawy na mieście, pizza czy burgery w restauracjach, czyli spotkania z bliskimi – mniam!

Higiena. Nie pytajcie, na co znowu tyle poszło. W promocji w Rossmanie kupiłam „tylko” dwie maski na włosy i parę maseczek na twarz, ale to tylko łącznie 16 zł. Zapisuję co prawda od pewnego czasu kosmetyczne wydatki, jednak mam jeszcze za mało danych na większą analizę, musicie trochę poczekać 🙂

Ubiór. Pamiętacie, że obiecałam post o wszystkich moich butach w ramach mojej capsule wardrobe? No cóż, nawet jest gotowy, ale muszę go zmodyfikować, bo zdecydowałam się na buty sportowe – pierwsze od podstawówki chyba – oraz sztyblety, których brakowało mi już od dwóch czy trzech sezonów. Stąd kwota.

Medyczne. Ha, jesteśmy na plusie! Witaminy i przegląd D.  po ukruszonym zębie, ale szczęśliwie trzeba było go tylko podszlifować.

Rozrywka. Męża wizyta z moją bratanicą w Centrum Nauki w Słupsku, gazeta D. oraz moje połaszenie się na naklejki z Biedronki 😉 Jak widzieliście w podsumowaniu sierpnia byliśmy też na koncercie KORNa w Dolinie Charlotty, jednak bilety dostaliśmy, stąd brak zapisu o wydatku 😉

Prezenty. Dwie bliskie osoby obchodziły urodziny, a i zrzutka w pracy się zdarzyła.

Auto. Jedynie opłaty parkingowe. Niestety w Słupsku nawet idąc do głównej biblioteki trzeba liczyć się z tym, że znajduje się w ścisłej strefie płatnego parkowania, a nie zawsze mamy możliwość i chęć podjechać tam poza godzinami płatnymi…

Inne. Wkręty, kosz na segregację odpadów, wory (nie pytajcie mnie, co D. miał na myśli wpisując jakieś worki akurat tutaj, a nie mam go „pod ręką” aby zapytać :D).

A jak wasze sierpniowe finanse? 😉

 

 

  • Niestety u mnie finanse w sierpniu kuleją ze względu na ślub który już niebawem. Myślałam, że w miarę rozłożyłam koszty w czasie ale okazało się że muszę zapłacić już teraz, nie w październiku z a ostatni semestr studiów co trochę zaburzyło plan działania. Ale staram się wyjść na prostą i mam nadzieję, że po ślubie już tak wszystko zaplanujemy żeby nie było żadnych niespodzianek 😉

    • Fakt, ślub to zawsze duży wydatek. Dlatego ja miałam inną tabelę w naszym budżecie, nie chciałam mieszać z comiesięcznymi podsumowaniami budżetowymi. Ale pewnie nie zajrzałaś w harmonogram płatności na studiach, moja siostra też się zdziwiła ostatnio 😉

      • Moja uczelnia ma dość specyficzne podejście do studenta i takie informacje jak opłaty itp są zazwyczaj podawane w ostatniej chwili. Dodatkowo nie podzieliłam sobie opłaty na raty ze względu, że do tej pory połowę płacili rodzice i łatwiej było zapłacić całość 😉

        Ja również mam oddzielny budżet na ślub i oddzielne konto z którego wypłacam pieniądze związane tylko ze ślubem. Mam nadzieję, że październik będzie już mniej absorbujący jak wrzesień a mój przyszyły mąż rozpocznie nową pracę i wtedy zaplanujemy budżet od nowa 😉

  • Twoje zestawienie zawsze doprowadzają mnie do rozpaczy – jako osoba z 0 wsparciem od rodziców, mieszkająca w swoim mieszkaniu w Warszawie i spłacająca kredyt… moje koszty są o niebo większe. Dobrze, że zarobki jak to w dużym mieście pewnie też 🙂

    • Tak, zarobki pewnie też, ale nie wiem czy to aż tak wychodzi na + 😉 Opowiadałam w którymś z postów, że zaraz po studiach mieszkaliśmy przez miesiąc w Trójmieście, bo miałam staż. Zastanawialiśmy się, czy może nie zostać, ale wystarczył miesiąc, żebyśmy uznali, że nie warto. Pensje wcale nie tak wysokie (w porównaniu do Słupska i Torunia, ale mówię o pracy na zasadzie „pierwszej”, w różnych branżach, nie stanowiska kierownicze itp.), koszty życia większe (np. piwo w lokalu czy obiad w barze mlecznym lub pizza – a w Słupsku są najlepsze pizzerie, jakie spotkałam w Polsce), czynsze ogromne, mieszkania za porażające kwoty… Rozumiem, jak kogoś miasto zachwyci, że musi w nim żyć, ale my lubimy spokój, więc zdecydowaliśmy się na moje strony. Mijają już prawie dwa lata i patrząc na zarobki, koszta życia i ceny mieszkań – nie żałujemy póki co.

      • Dla mnie jednak różnica mediany w Słupsku 2990zł brutto, a Warszawie 5800 brutto jest spora! 😉 Ja w pierwszej pracy po studiach zarabiałam niewiele mniej niż mediana w Twoim mieście. Inna sprawa że koszty życia są duuuuże niestety. I inflacja stylu życia chyba uderza mocniej (z czym walczymy cały czas) 🙁

    • Nie wiem czemu nie mogę odpisać pod tym drugim komentarzem, więc piszę tutaj 😛 Cyferki spore, dlatego ja tylko na własnym doświadczeniu bazuję i tym, co zasłyszeć mogę od znajomych 😉

  • Słuszna decyzja z rezygnacji z wynajmu na ten rok, 10 tysięcy to będzie świetna sumka na remont 🙂

  • Na naklejki z Biedronki również się połasiłam, ale ze względu na motywowanie moich przedszkolaków/ zerówkowiczów i uczniów na j. niemieckim 😉 Wydałam 4 dychy, ale stwierdziłam, że będą na całe 10 miesięcy roku szkolnego.
    U nas sierpień pełna rozpacz, wrzesień raczej też, bo juz dzieciaki się pochorowały, a od października powinno być dużo lepiej. Ja dojeżdżam godzinę (w sumie 50 min) samochodem do pracy, Twoje 1,5 h mnie przeraża, choć moje 50 min przeraża też co niektórych haha 😉 No ale jak się pracuje za normalne pieniądze to i dojechac można przeciez 🙂
    Fajnie, 1000 zł miesięcznie- to już jest pieniądz! Brawo!!! 🙂