Jesienią najbardziej lubię zaszyć się w domu z czymś ciepłym w dłoni, bez względu na to, które miejsce przez ostatnie lata domem nazywałam – było ich wiele. Ubrać obcisły czarny golf albo szarą, zdecydowanie za dużą bluzę. Zamiast kapci ciepłe skarpetki. Wygodne spodnie dresowe z dzwonowatym dołem, które powodują, że czuję się jak z serialu Przyjaciele albo niegdyś ulubione jeansy. Włos wysuszony, rozpuszczony, a rzęsy wytuszowane. Może się starzeję, bo paznokcie ostatnio prawie zawsze pomalowane, a oko cieszy obrączka, dodająca mojej codzienności poczucia czułości za każdym razem, gdy na nią spojrzę.

Tak, teraz mogę zaczynać, po raz kolejny.

#kulturalnie
Muszę stwierdzić, że ta wrześniowa końcówka lata, a zarazem początek jesieni, mija mi głównie na uciekaniu do innych światów. Z przyjemnością wysłuchałam do końca Kronik Jakuba Wędrowicza Pilipiuka, za to z małym trudem przebrnęłam przez Pochłaniacza Bondy. Sięgnęłam zresztą po ten polski kryminał w konkretnym celu – dużo się o Bondzie mówi, chciałam więc wyrobić sobie własne zdanie. Dla mnie nie była to czysta przyjemność – rozumiem jednak, że niektórych jej książki mogą cieszyć. Doceniam pomysł, chęć pisarki, ba, nawet dość niebanalne rozwiązanie akcji, ale sama struktura językowa była jedynie poprawna, fabuła miejscami rozwleczona bądź poszatkowana, a ja jestem czytelnikiem bardzo wymagającym, wrażliwym językowo, więc Pani Katarzyny na półce sobie nie postawię 😉 Cztery inne tytuły w trakcie, dwa być może skończę jeszcze do końca miesiąca, ale wszystko w swoim czasie. Mam też ochotę na wpis o tym co zmienia w odbiorze lektury nośnik – ostatnio coraz częściej sięgam po audiobooki oraz czytnik i doszłam do paru wniosków.

trzeciak

#pracuję nad
Może się wydawać, że po ożywieniu się na blogu ponownie zamilkłam. Spokojnie, po prostu znowu szykuję kilka zmian 🙂 Ciężko mi jednak powiedzieć czy ogarnianie zajmie tydzień, trzy czy miesiąc. Wszystko komplikują kolejne zmiany w życiu zawodowym. Jak widzicie sporo w 2017 roku u nas się dzieje i  jestem tym trochę zmęczona, bo i wiąże się to z dużą decyzyjnością, która wpływa nie na najbliższe miesiące, ale lata, czy nawet całe życie. Z drugiej strony – mam trochę materiału na nowe wpisy. 😉

#czuję się
Jak już wyżej wspomniałam – zmęczona. Do tego dopadło mnie lekkie przeziębienie, więc parę ostatnich dni nie spędziłam zbyt produktywnie. Szczęśliwie dziś mam dzień nie wystawiania nosa poza dom (no, może poza ogródek), więc zamierzam trochę odpocząć i poświęcić dzień na czynności organizacyjne. Na szczęście mąż podsuwa różne pyszności 😉

Untitled design

Do następnego!